Rozważanie VIII
20 marca 2022 roku
ZŁO
„…przezwycięż wszelkie zło...” (z Aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu)
Zachowaj nas od złego
Błaganie: „przezwycięż wszelkie zło”, które w Akcie zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu, Jan Paweł II skierował do Boga, jest wyraźnym echem wezwania, jakie znajduje się w Modlitwie Pańskiej. Odpowiadając na prośby uczniów, aby ich nauczył modlić się, Pan Jezus wskazał, aby pośród wezwań skierowanych do naszego Ojca, „który jest w niebie”, znajdowało się również i to: „i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego” (por. Łk 11, 2; Mt 6, 13).
Również najbardziej znane modlitwy, jakie przez wstawiennictwo świętych od najdawniejszych czasów chrześcijanie zanoszą do Pana Boga, zawierają wołanie o ocalenie od zła. W pochodzącej z III wieku modlitwie maryjnej Pod Twoją obronę znajduje się wezwanie: „ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać, Panno chwalebna i błogosławiona”. Natomiast w modlitwie Zdrowaś Maryjo, której ostateczny kształt powstał dopiero w XVI wieku, za pontyfikatu papieża Piusa V, wierni błagają Matkę Bożą słowami: „módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej”. Wezwanie to powstało w XIV wieku, kiedy przez całe dziesięciolecia Europa była dziesiątkowana przez dżumę i kiedy we wstawiennictwie Maryi u Boga widziano dla świata przemożny ratunek. Natomiast tradycyjna modlitwa katolicka do Anioła Stróża, która również ma swoją kilkuwiekową historię, Aniele Boży, Stróżu mój, obok wersji: „Strzeż duszy, ciała mego”, zawiera również następującą: „Broń mnie od wszelkiego złego”.
W przeciwieństwie do ludzkich słabości, które mają charakter przede wszystkim subiektywny, ponieważ związane są z samą naturą człowieka, zło ma wymiar obiektywny. Przychodzi do człowieka z zewnątrz, z otaczającego go świata, niekiedy jako prawdziwie śmiertelne dla niego zagrożenie. Tak rozumiane zło przyjmuje dwojaką postać. Najpierw jawi się jako nieszczęście, które zazwyczaj nagle spada na niego i wobec którego człowiek jest zupełnie bezradny. Może jednak być złem, na które człowiek musi najpierw wyrazić swą zgodę, aby mogło ono nad nim zapanować.
Nieszczęścia
Nieszczęścia, które dotykają zarówno losów poszczególnych ludzi, jak i wielu osób naraz, niekiedy nawet całych społeczności, bardzo często są związane z klęskami żywiołowymi – trzęsieniami ziemi, powodziami i pożarami, lub katastrofami humanitarnymi spowodowanymi przez pandemie, a także z wypadkami, na przykład drogowymi, kolejowymi lub lotniczymi. Stanowią one integralną, choć zarazem bardzo bolesną część historii ludzkości. W związku z nimi w świecie chrześcijańskim już przed wiekami powstawały Suplikacje, czyli pieśni, w których błagano Boga o zmiłowanie, między innymi słowami: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny, wybaw nas Panie! Od nagłej i niespodzianej śmierci, zachowaj nas Panie!”.
W odniesieniu do nieszczęść dotyczących wielkich ludzkich zbiorowości przeżywana obecnie przez cały świat pandemia Covid-19 jest kolejną wersją „morowego powietrza”, które w postaci epidemii „czarnej śmierci”, czyli dżumy, w XIV wieku dotknęło całą ówczesną Europę, a w postaci cholery stało się jej nieszczęściem w XIX wieku. Po zakończeniu pierwszej wojny światowej rozpowszechniła się z kolei przywieziona z USA pandemia grypy hiszpanki. Wskutek niej zmarło kilkadziesiąt milionów osób, czyli więcej niż razem zginęło żołnierzy na wszystkich frontach Wielkiej Wojny.
Po dzień dzisiejszy widocznymi pamiątkami tamtych nieszczęść są karawaki (nazwa wzięta od hiszpańskiego miasta Caravaca), czyli upowszechnione w XVI wieku na terenie Europy krzyże z charakterystycznymi dla siebie dwiema belkami poziomymi, które były wznoszone przy granicach różnych miejscowości, aby chronić ich mieszkańców przed morowym powietrzem. W czasie drugiej wojny światowej w podobnym celu stawiano karawaki, które miały być zabezpieczeniem przed tyfusem. W tym samym celu w niektórych miastach wznoszono także specjalne „kolumny morowe”, które częstokroć zwieńczano figurą Matki Bożej. Przykładem takiej kolumny jest ta, która od kilku wieków wznosi się na placu przed wejściem do Bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie.
Po dzień dzisiejszy symbolem równoczesnego splotu równoczesnych wielkich nieszczęść związanych z działaniem sił natury stało się trzęsienie ziemi, które w sobotę dnia 1 listopada 1755 roku, w uroczystość Wszystkich Świętych, nawiedziło Lizbonę. Liczyła ona wówczas około 275 tysięcy mieszkańców i była czwartym co do wielkości miastem europejskim: po Londynie, Paryżu i Neapolu.
Pierwszy żywioł dotknął stolicę Portugalii rano, około godz. 9.3o. Było to potężne trzęsienie ziemi, którego epicentrum znajdowało się pod dnem Oceanu Atlantyckiego. Dzisiaj oblicza się, że osiągnęło ono 9,5 stopnia w skali Richtera. Przez kilka minut ziemia falowała jak morze. Wskutek tego ogromna część miasta (85 procent) legła w gruzach, w tym katedra, która pogrzebała w sobie ponad cztery tysiące wiernych uczestniczących wówczas we Mszy Świętej. Poza nią niemal w jednej chwili wielkim rumowiskiem stały się: połowa kościołów, pałac królewski, klasztory, szpitale, gmach Opery, biblioteka. Z dwudziestu tysięcy budynków miasta do dalszego zamieszkania nadawało się zaledwie około trzech tysięcy. Ta część ludzi, którym dane było przeżyć trzęsienie ziemi, rzuciła się w ucieczce w stronę Tagu, szukając ocalenia nad brzegiem rzeki, z dala od budynków miasta. Tymczasem właśnie tam dał o sobie znać drugi żywioł – woda. Od morza przyszły trzy następujące po sobie fale tsunami, każda o wysokości dwunastu metrów. Nikt z tych, którzy znajdowali się w odległości mniejszej niż dwieście metrów od linii brzegowej, nie miał najmniejszej szansy na przeżycie. Równocześnie pojawił się wtedy trzeci żywioł – ogień. Zniszczone przez trzęsienie ziemi domowe piece i porozbijane lampy spowodowały pożar, który pod wpływem wiatru ogarnął całe leżące w gruzach miasto. Pożar trwał ponad pięć dni. Uwięzieni w ruinach swych domów ludzie, ciągle oczekujący pomocy, płonęli żywcem. Na szczęście dla Lizbony spłonęły też wtedy ciała wcześniej zmarłych, co uchroniło ją przed nieuchronną epidemią. Jakby tego wszystkiego nie było dość, stolica Portugalii została dotknięta jeszcze jednym żywiołem: powietrzem. Ci, którzy przeżyli i którzy stracili wszystko, pozbawieni żywności i ubrań, uciekli na wzgórza okalające miasto. Tam dopadło ich przejmujące zimno i głód. Ocenia się, że jeśli w pierwszych dniach tragedii zginęło około sześćdziesiąt tysięcy ludzi, to w pierwszych miesiącach po niej umarło dalszych czterdzieści tysięcy. Razem zginęło zatem około sto tysięcy osób, czyli ponad jedna trzecia mieszkańców Lizbony. Miarę kataklizmu powiększyły ponadto bandy kryminalistów, którzy uciekli z więzień. Rząd wprowadził stan wyjątkowy, podczas którego bez sądu wieszano na szubienicach gwałcicieli i szabrowników.
Tragedia Lizbony odbiła się szerokim echem w ówczesnej Europie, stawiając otwarcie problemy o charakterze moralnym, metafizycznym, religijnym. Nigdy bowiem w całych dotychczasowych dziejach Starego Kontynentu nie doszło do tak bardzo skumulowanego wielopostaciowego zła wynikającego z przyczyn czysto naturalnych (za wyjątkiem działań kryminalistów): trzęsienia ziemi, tsunami, ognia, zimna, głodu i nagłej śmierci, która bynajmniej nie wybierała swych ofiar.
Innym, jeszcze bardziej przejmującym przejawem ogromu powiązanych ze sobą niezliczonych nieszczęść jest wojna. W tym przypadku nie chodzi jednak o jakiś zbrojny konflikt, który wybuchł z powodu różnego rodzaju przyczyn i który ostatecznie został zadekretowany przez ludzi sprawujących władzę. Wojna jako nieszczęście dotyka zazwyczaj wielkich rzesz zwykłych ludzi, którzy na skutek militarnych działań tracą wszystko, począwszy od własnego życia. Jeśli dane im było przeżyć bezpośrednie zagrożenie, to zazwyczaj tracą oni swoich najbliższych, swoje domy, cały dotychczasowy dobytek. Jeśli natomiast udało im się uciec z miejsca, gdzie groziła im śmierć, nieuchronnie czeka ich dramatyczny los uchodźców. Każda z osób wplątana w wojnę wnosi w nią swoją własną tragiczną historię. Nie sposób opisać je wszystkie naraz. Dlatego wojnę jako ogrom indywidualnych nieszczęść można oddać jedynie symbolicznie językiem wielkiej literatury, muzyki lub malarstwa.
Przejmującym przykładem malarskiego wyrazu tragedii wojny jest słynny, powstały w 1966 roku obraz Marca Chagalla, noszący właśnie tytuł Wojna. Jego kolorystyka oparta jest na kontrastach zbudowanych przez trzy dominujące kolory: biel, czerń i czerwień. Spośród nich wybija się biel śniegu, który stanowi ponure tło dla przerażających skutków wojny: ludzi z rozpaczą opłakujących swoich zmarłych lub modlących się nad ich martwymi ciałami, uciekinierów wojennych unoszących swój dobytek nie wiadomo dokąd, matki niosącej na swych rękach małe dziecko. Po lewej stronie obrazu przeważa czerwień pochłanianego przez pożar miasteczka. Pośród płomieni ognia widać sylwetki ludzkie, niekiedy pozbawione odzieży, na próżno usiłujące wydostać się z grożącego im śmiertelnego niebezpieczeństwa. Nad bielą śniegu unoszą się czarne dymy pożaru. Od góry kontrastują one z bielą baranka, który znajduje się w centrum obrazu. To symbol całopalnej ofiary, zaczerpnięty przez Chagalla zarówno ze Starego, jak Nowego Testamentu. Taką całopalną ofiarą stają się niewinni ludzie – kobiety, dzieci i starcy – dotknięci klęską wojny. Niektórzy z nich udają się pod krzyż Chrystusa, Baranka wielkanocnego, który niejako wyrasta z ciała baranka, wyłaniając się z czarnych dymów po prawej stronie obrazu. W Nim nieszczęsne ofiary wojny szukają ratunku i pociechy, w Jego cierpieniach i śmierci pragną znaleźć klucz do zrozumienia swojego losu. Tuż za krzyżem można dostrzec postać Mojżesza schodzącego z góry Syjon z tablicami Dekalogu. Według Księgi Wyjścia, to właśnie wtedy Izraelici odwrócili się od Boga i zaczęli oddawać cześć utworzonemu przez siebie złotemu cielcowi. Malując Mojżesza jako jedną z ważnych postaci swej Wojny, Chagall zdaje się mówić do wszystkich oglądających ten obraz: ilekroć ludzie odchodzą od Boga i gardzą Jego przykazaniami, tylekroć szykują sobie przerażający los, którego najbardziej tragicznym ucieleśnieniem jest wojna.
Zły duch
Wojna jest ogromnym nieszczęściem, które dotyka wielu niewinnych ofiar. Jednakże wojna niesprawiedliwa (w przeciwieństwie do wojny sprawiedliwej, o której mówi Katechizm Kościoła Katolickiego w n. 2309) jako bezprawna agresja wobec jakiegoś państwa lub narodu jest wielkim przestępstwem i grzechem wobec Boga popełnionym przez ludzi, którzy są jej w pełni świadomymi sprawcami. Najczęściej ich poczynania wynikają z powodów, na które wskazał św. Jan Apostoł w swoim Pierwszym Liście: „Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata” (1 J 2, 16).
Za tymi pożądliwościami i za tą pychą stoi osobowe zło, czyli zły duch. Na niego właśnie wskazał umiłowany uczeń Chrystusa w związku z zabójstwem Kaina, który zapoczątkował tragiczną historię wszelkich zamachów na życie i zdrowie innych ludzi, pisząc: „jak Kain, który pochodził od Złego i zabił swego brata. A dlaczego go zabił? Ponieważ czyny jego były złe, brata zaś sprawiedliwe” (1 J 3, 12). Święty Jan Apostoł wprowadził nawet kryterium, na podstawie którego można „rozpoznać dzieci Boga i dzieci diabła”. Każdy bowiem, „kto postępuje niesprawiedliwie” i „kto nie miłuje swego brata”, „nie jest z Boga”. Grzesząc, „jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku” (1 J 3, 10. 8). Tę samą myśl św. Jan Apostoł powtórzył w końcowych fragmentach swego Listu, wskazując równocześnie na opiekę ze strony Chrystusa, jaką cieszy się każdy Jego wierny uczeń: „Wiemy, że każdy, kto się narodził z Boga, nie grzeszy, lecz Narodzony z Boga strzeże go, a Zły go nie dotyka. Wiemy, że jesteśmy z Boga, cały zaś świat leży w mocy Złego” (1 J 5, 18-19).
Nauka św. Jana Ewangelisty nawiązuje wprost do tego, co na temat Złego mówił sam Chrystus. On to bowiem w swej Modlitwie Arcykapłańskiej, zanoszonej w Wieczerniku do Boga Ojca za uczniów, mówił: „Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od Złego” (J 17, 15). Jak stwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego, „Zło, o którym mówi ta prośba, nie jest jakąś abstrakcją, lecz oznacza osobę, Szatana, Złego, anioła, który sprzeciwia się Bogu. «Diabeł» (dia-bolos) jest tym, który «przeciwstawia się» zamysłowi Boga i Jego «dziełu zbawienia» wypełnionemu w Chrystusie” (KKK, 2851). Właśnie to osobowe Zło miał też na myśli Pan Jezus, kiedy w Kazaniu na Górze nakazywał swoim słuchaczom: „Niech wasza mowa będzie: «Tak, tak; nie, nie». A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37). Natomiast przemawiając w świątyni jerozolimskiej do faryzeuszów i uczonych w Piśmie, Chrystus wskazał na szczególne cechy Szatana: „Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8, 44b).
Osobiście, tuż po chrzcie w Jordanie, zmagał się ze Złym Pan Jezus podczas kuszenia na pustyni. Trzykrotnie przezwyciężył wtedy podszepty złego ducha, jednoznacznie odwołując się do prawdy o Bogu zawartej w księgach Starego Testamentu (por. Mt 4, 1-11). Nie pozwolił, aby szatan objął nad Nim jakąkolwiek władzę. Dlatego, nawiązując do słów Psalmu 91, rzekł na koniec: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: «Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz»” (Mt 4, 10). W ten sposób raz na zawsze dał przykład wszystkim swoim uczniom, jak zdecydowanie i od razu trzeba odcinać się od zwodniczych pokus złego ducha.
Jak nikt inny zdając sobie sprawę, jak wielkim złem jest opętanie człowieka przez złego ducha, Chrystus swym jednym słowem, natychmiast, uwalniał nieszczęsnych ludzi spod władzy Szatana. Ewangelie pełne są opisów tego rodzaju cudów, na skutek których ludzie odzyskiwali pełnię swych władz umysłowych i wewnętrzny pokój – jak ów opętany z krainy Gerazeńczyków, który przed cudownym uzdrowieniem „mieszkał stale w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go już nikt związać. Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał, tłukł się kamieniami w grobach i po górach” (Mk 5, 3-5). Natomiast kiedy odzyskał wewnętrzną wolność, najpierw prosił Jezusa, „żeby mógł zostać przy Nim”, a następnie, zgodnie z Jego wolą, „zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił” (por. Mk 5, 18-20).
Tą samą władzą obdarzył Chrystus swych Apostołów. Jak pisze św. Mateusz, „przywołał [On] do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości” (Mt 10, 1). Na zakończenie swej publicznej działalności, tuż przed Wniebowstąpieniem, moc wypędzania złych duchów Zmartwychwstały Pan przekazał całemu Kościołowi. W słowie pożegnalnym mówił do Apostołów: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie” (Mk 16, 15-18).
W tę wielką historię zwycięskiej walki Kościoła ze złym duchem wpisała się wizja, jaka 13 października 1884 roku stała się udziałem papieża Leona XIII. W czasie jej trwania stał się on niemym świadkiem dialogu, jaki rozegrał się między Chrystusem a Szatanem. Papież był tak bardzo poruszony tym, co usłyszał, że zaraz po ustaniu wizji ułożył modlitwę, którą nakazał biskupom i kapłanom odmawiać po każdej Mszy Świętej. Brzmiała ona: „Święty Michale Archaniele, broń nas w walce, a przeciw niegodziwościom i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Niechaj go Bóg pogromi, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu zastępów anielskich, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen”.
Znaczenie i aktualność tej modlitwy przypomniał światu Ojciec Święty Jan Paweł II, kiedy 24 maja 1987 roku przybył z pielgrzymką do słynnego sanktuarium św. Michała Archanioła na górze Gargano, w południowych Włoszech. Podczas wygłoszonej wtedy homilii powiedział między innymi: „Przybyłem na to miejsce, jak w przeszłości uczyniło to wielu moich Poprzedników na Katedrze św. Piotra, (…) aby uczcić i wzywać Świętego Michała Archanioła, by miał w opiece i bronił Kościół Święty teraz, kiedy jest tak trudno dawać autentyczne świadectwo chrześcijańskie bez kompromisów i bez ustępstw. (…) To prawda, że «bramy piekielne [Kościoła] nie przemogą» (por. Mt 16, 18), ale to nie znaczy, że jesteśmy wolni od prób i od walki przeciw zasadzkom złego. W tej walce Archanioł Michał stoi u boku Kościoła, aby go bronić przed wszystkimi niegodziwościami świata, aby pomóc wierzącym odeprzeć demona, który «jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć» (1 P 5, 8). Ta walka z demonem, który jest przeciwieństwem postaci Świętego Michała Archanioła, jest aktualna również dzisiaj, ponieważ demon wciąż jest żywy i działa w świecie. Istotne zło, które w nim jest, nieład, który się spotyka w społeczeństwie, niespójność człowieka, wewnętrzne pęknięcie, którego jest ofiarą, są nie tylko konsekwencją grzechu pierworodnego, ale również skutkiem natrętnego i ukrytego działania szatana, zastawiającego sidła na równowagę moralną człowieka, którego św. Paweł nie waha się nazwać «bogiem tego świata» (2 Kor. 4, 4), na tyle na ile ukazuje się jako sprytny uwodziciel, który umie wcisnąć się do naszego działania, aby wprowadzić odchylenia o tyle szkodliwe, o ile pozornie zgodne z naszymi instynktownymi aspiracjami. (…) Do tej walki [z podstępnymi zakusami diabła (por. Ef 6, 11)] wzywa nas postać Michała Archanioła, któremu Kościół tak na Wschodzie, jak i na Zachodzie nigdy nie przestał oddawać specjalnej czci. (…) Wszyscy pamiętamy modlitwę, którą przed laty się odmawiało na zakończenie Mszy Świętej: «Święty Michale Archaniele, broń nas w walce...». Za chwilę powtórzę ją w imieniu całego Kościoła”.
Do tych samych myśli Jan Paweł II powrócił siedem lat później. W niedzielę 24 kwietnia 1994 roku podczas rozważania modlitwy Anioł Pański, nawiązując do wizji papieża Leona XIII powiedział: „Chociaż dzisiaj nie odmawia się już tej modlitwy [do św. Michała Archanioła] na zakończenie celebracji eucharystycznej, zachęcam was wszystkich, abyście jej nie zapomnieli, abyście ją odmawiali, aby otrzymać pomoc w walce przeciw siłom ciemności i przeciw duchowi tego świata”.
Ideologie zła
Wszelkie kłamstwa odnoszące się do człowieka i do świata, zaczynają się od buntu przeciwko Bogu, którego rezultatem jest chęć postawienia siebie w Jego miejsce. Grzech pierwszych rodziców polegał właśnie na tym, że ulegli oni kłamliwym słowom Szatana, uznając najpierw – przynajmniej pośrednio – że Bóg nie powiedział im prawdy odnośnie do drzewa poznania dobra i zła, a następnie, że mogą – jak sam Pan Bóg – znać dobro i zło (por. Rdz 3, 4-5). Władca, czy też książę tego świata, jak nazwał Szatana Pan Jezus (por. J 12, 31), działa w „synach buntu”, czyli w ludziach, którzy postępują „według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych” (por. Ef 2, 1-3). Święty Paweł Apostoł określił szatana jako „boga tego świata”, który zaślepia umysły ludzi niewierzących – i to do tego stopnia, że nie dane im jest poznanie blasku Ewangelii (por. 2 Kor 4, 4).
Negując istnienie Boga, czy też żyjąc tak, jakby Go nie było, ludzie tworzą rozmaite ideologie, czyli zbiory poglądów lub sądów, które w przekonaniu danej grupy społecznej najlepiej wyrażają jej interesy. Nie są to zatem wprost twierdzenia filozoficzne, które jako takie mają charakter teoretyczny i są podporządkowane kryterium prawdy. W ideologiach chodzi bowiem o ukazanie i wykazanie wyższości tych poglądów, które stoją na straży interesów jakiejś grupy lub klasy społecznej, czy też jakiejś partii politycznej. Wiedza teoretyczna, jaką posługuje się ideologia, traktowana jest czysto instrumentalnie. Winna bowiem wyrażać i skutecznie uargumentować to, co leży w interesie ludzi głoszących daną ideologię, lub będących jej zwolennikami. Odnosi się to zwłaszcza do tych ideologii, które powstały w dziesięcioleciach poprzedzających drugą wojnę światową. Jan Paweł II nazwał je „ideologiami zła”.
Mówiąc o nich w książce Pamięć i tożsamość, Papież wskazał najpierw na ich fundamentalne źródło. Jest nim, według niego, „umysłowość oświeceniowa”, która sprawiła, że odrzuciwszy w XVIII wieku głoszoną przez chrześcijaństwo prawdę o miłosiernym Bogu i dokonanym przez Jezusa Chrystusa zbawieniu, „człowiek został sam: sam jako twórca własnych dziejów i własnej cywilizacji; sam jako ten, który stanowi o tym, co jest dobre, a co złe, jako ten, który powinien istnieć i działać etsi Deus non daretur – nawet gdyby Boga nie było”. W konsekwencji może być twórcą ideologii zła, które tak tragicznie naznaczyły historie dwudziestego wieku.
„Skoro człowiek sam, bez Boga – kontynuował Papież – może stanowić o tym, co jest dobre, a co złe, może też zdecydować, że pewna grupa ludzi powinna być unicestwiona. Takie decyzje, na przykład, były podejmowane w Trzeciej Rzeszy przez osoby, które po dojściu do władzy na drodze demokratycznej uciekały się do nich, aby realizować przewrotny program ideologii narodowego socjalizmu, inspirującej się przesłankami rasowymi. Podobne decyzje podejmowała też partia komunistyczna w Związku Radzieckim i w krajach poddanych ideologii marksistowskiej. W tym kontekście dokonała się eksterminacja Żydów, a także innych grup, jak na przykład Romów, chłopów na Ukrainie, duchowieństwa prawosławnego i katolickiego w Rosji, na Białorusi i za Uralem. Podobnie dokonywały się prześladowania wszystkich osób niewygodnych dla ustroju: na przykład kombatantów września 1939 roku oraz żołnierzy Armii Krajowej w Polsce po II wojnie światowej, a także przedstawicieli inteligencji, którzy nie podzielali światopoglądu marksistowskiego czy nazistowskiego. Chodziło tu zazwyczaj o eliminację w wymiarze fizycznym, ale czasem także moralnym: mniej lub bardziej drastycznie osoba była pozbawiana przysługujących jej praw”.
Niestety, historia ideologii zła nie zakończyła się wraz z upadkiem niemieckiego nazizmu czy też sowieckiego bolszewizmu. Jak z bólem stwierdzał Jan Paweł II w Pamięci i tożsamości, „po upadku ustrojów zbudowanych na «ideologiach zła» wspomniane formy eksterminacji w tych krajach wprawdzie ustały, utrzymuje się jednak nadal legalna eksterminacja poczętych istnień ludzkich przed ich narodzeniem. Również i to jest eksterminacja zadecydowana przez demokratycznie wybrane parlamenty i postulowana w imię cywilizacyjnego postępu społeczeństw i całej ludzkości. Nie brak innych poważnych form naruszania prawa Bożego. Myślę na przykład o silnych naciskach Parlamentu Europejskiego, aby związki homoseksualne zostały uznane za inną postać rodziny, której przysługiwałoby również prawo adopcji. Można, a nawet trzeba się zapytać, czy tu nie działa również jakaś inna jeszcze «ideologia zła», w pewnym sensie głębsza i ukryta, usiłująca wykorzystać nawet prawa człowieka przeciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie”.
W książce Pamięć i tożsamość Jan Paweł II wskazał także na to, że wraz z odrzuceniem istnienia Boga zanegowano również najbardziej podstawowe prawdy odnoszące się do człowieka. „Odrzucono to, co najgłębiej stanowi o człowieczeństwie, czyli pojęcie «natury ludzkiej» jako «rzeczywistości», zastępując ją «wytworem myślenia» dowolnie kształtowanym i dowolnie zmienianym według okoliczności”. Są to stwierdzenia pochodzące z 2005 roku. Dzisiaj widzimy, jak bardzo okazały się one prorocze w świetle powszechnie głoszonej na Zachodzie ideologii gender, według której ten sam człowiek, nie bacząc na to, czy się począł i urodził jako osoba płci męskiej albo żeńskiej, może dowolnie, jedynie aktem swojej woli, i to nawet za każdym razem, ile razy tego by zechciał (!), zmienić swoją płeć i ogłosić się mężczyzną albo kobietą. Co więcej, według niektórych wpływowych współczesnych polityków działających w Unii Europejskiej, tego rodzaju żądania powinny stać się prawem powszechnie uznanym i obowiązującym w całej Unii. Natomiast przeciwnicy tych żądań powinni zostać napiętnowani i ogłoszeni homofobami.
Grzech
Największym darem, jakim Pan Bóg obdarował aniołów i ludzi, jest wolność. To ona jest niezbędnym warunkiem, aby móc kochać inną osobę. Powołanie aniołów i ludzi polegało przecież na tym, żeby w swej wolności miłowali Boga i oddawali Mu najwyższą cześć. Jednakże część aniołów oraz pierwsi ludzie zbuntowali się przeciwko Bogu. Non serviam – „Nie będę [Ci] służył” miał Mu powiedzieć Lucyfer, który stanął na czele aniołów-buntowników. Z kolei Adam i Ewa na skutek pokusy złego ducha zapragnęli być równymi Bogu w poznaniu dobra i zła (por. Rdz 3, 5). „W ten właśnie sposób zło moralne weszło w świat; jest ono nieporównanie większe od zła fizycznego” (por. KKK, 311). Skutki tego ulegnięcia pokusie i popełnienia zła okazały się niezwykle brzemienne, ponieważ stały się udziałem całej ludzkości. Jak mówi Sobór Watykański II w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele Gaudium et spes, „człowiek stworzony przez Boga w sprawiedliwości, za podszeptem Złego od początku dziejów nadużywał jednak swojej wolności” (por. GS, 13). Wprawdzie „zachowuje [on] pragnienie dobra, ale jego natura nosi ranę grzechu pierworodnego. Stał się skłonny do zła i podatny na błąd: człowiek jest w sobie samym podzielony, stąd całe życie ludzi czy to indywidualne, czy też zbiorowe, okazuje się dramatyczną walką pomiędzy dobrem i złem, pomiędzy światłem i ciemnością” (KKK, 1707). Potwierdza to cała historia ludzkości. „Od początku świadczy [bowiem ona] o nieszczęściach i uciskach, które zrodziły się w sercu człowieka w następstwie złego używania wolności” (KKK, 1739).
Na skutek grzechu pierworodnego, gdy człowiek „odrzucając plan miłości Bożej, oszukał samego siebie”, jego wolność została dotknięta w samej swej istocie. Jest ona odtąd ograniczona i omylna (por. KKK, 1739). Człowiek nie widzi tak wyraźnie, jak pierwsi rodzice, na czym polega prawdziwe dobro. W swoich sądach na temat dobra i zła jest on swoiście zaślepiony. Dlatego też częstokroć daje się uwieść fałszowi i wybiera zło, które jawi mu się pod pozorami dobra. Na tym właśnie polega dramat jego wolności.
Bardzo często człowiek próbuje też usprawiedliwić swoje złe postępowanie różnego rodzaju uwarunkowaniami, na przykład jako skutek jakiejś wady w rozwoju, słabości psychicznej, błędu, koniecznej konsekwencji nieodpowiedniej struktury społecznej (por. KKK, 387). Tymczasem w świetle Objawienia, które mówi nam o pierwotnej bardzo głębokiej więzi człowieka z Bogiem, możemy zrozumieć, czym naprawdę jest grzech. „W swojej prawdziwej istocie” jest on bowiem odrzuceniem Boga i przeciwstawieniem się Mu (por. KKK, 386). Ponadto „tylko poznanie zamysłu Bożego wobec człowieka pozwala zrozumieć, że grzech jest nadużyciem wolności, której Bóg udzielił osobom stworzonym, by mogły Go miłować oraz miłować się wzajemnie” (KKK, 387).
W odniesieniu do człowieka i skutków, jakie go dotykają, „grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. [Przez św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu] został [on] określony jako «słowo, czyn lub pragnienie przeciwne prawu wiecznemu»” (KKK, 1849). Na skutek grzechu człowiek oddala się „od prawa moralnego, przynosi szkodę własnej wolności, sam się zniewala, zrywa braterstwo z innymi ludźmi i buntuje się przeciw prawdzie Bożej” (por. KKK, 1740).
W swoich skutkach grzech człowieka jeszcze bardziej boleśnie dotyka samego Boga, ponieważ Go obraża. Świadomość tego wyraził autor Psalmu 51, który ze skruchą wyznawał: „Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą” (Ps 51, 6). Obraza Boga polega na tym, że grzeszący człowiek niejako gardzi Jego miłością do siebie. Co więcej, w miejsce tej miłości człowiek niejako wstawia miłość do siebie samego. Idzie ona w tym tak daleko, że – jak stwierdził św. Augustyn w dziele De civitate Dei – posuwa się „aż do pogardy Boga”. Do głosu dochodzi w niej przede wszystkim pycha, która sprawia, że w swym zarozumialstwie człowiek wywyższa się ponad swego Stwórcę. „Wskutek tego pysznego wywyższania samego siebie grzech jest całkowitym przeciwieństwem posłuszeństwa Jezusa, które przyniosło zbawienie” (KKK, 1850).
Oddalając się od prawa moralnego na skutek uporczywego trwania w grzechu, człowiek może doprowadzić do takiego stanu swego ducha, że jego sumienie zostanie przez grzech mniej lub bardziej skutecznie zagłuszone. Z wielkim trudem będzie docierał do niego głos Boga poprzez jego własny rozum, który przynagla go do tego, aby czynić dobro, a unikać zła (por. KKK, 1706).
Uporczywe trwanie w grzechu może doprowadzić jego sprawcę do rozpaczy, w sytuacji gdy nie będzie on widział żadnego wyjścia dla siebie. W swych ostatecznych skutkach rozpacz może stać się przyczyną nawet samobójstwa. Tak też się stało w przypadku Judasza, który widząc, że Jezus został skazany na śmierć, wprawdzie się opamiętał, ale wobec poczucia dokonanej zdrady nie miał w sobie na tyle odwagi i ufności, by zwrócić się do Chrystusa z prośbą o przebaczenie. Targnął się więc na swoje życie (por. Mt 27, 3-5).
Popełniony grzech może – jeśli się ma czułe i prawe sumienie – wzbudzić w sercu jego sprawcy głęboki wstyd i żal, które staną się punktem wyjścia do wewnętrznego nawrócenia. Ewangeliści przytaczają tutaj sytuację Piotra, który najpierw żarliwie zapewniał Jezusa, że nigdy Go nie zdradzi, a później, w sytuacji próby, trzykrotnie się Go zaparł. Wystarczyła tylko jedna chwila, w której Chrystus „obrócił się i spojrzał na Piotra”, by ten natychmiast „wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał” (Łk 22, 61-62).
Przezwyciężenie zła
Jak przezwyciężyć zło, które z całą pewnością zbliża się do nas? Jak nie popaść w zwątpienie i poczucie całkowitej niemocy czy też duchowego paraliżu? Co zrobić, by się wewnętrznie ocalić w obliczu nieuchronności nadchodzącego zła?
Najwyższy przykład, jak się wtedy zachować, dał nam Pan Jezus podczas swego konania w Ogrójcu. Doskonale wiedział, co czeka Go w najbliższych godzinach. Wiedział, że już zbliża się zdrajca z kohortą żołnierzy i strażnikami otrzymanymi od arcykapłanów i faryzeuszów, aby Go pojmać. Zdawał sobie sprawę z tego, że dosłownie za chwilę ludzki grzech okaże całą swoją „gwałtowność i różnorodność: niedowiarstwo, morderczą nienawiść, odrzucenie i szyderstwa ze strony przywódców i ludu, tchórzostwo Piłata i okrucieństwo żołnierzy, zdradę Judasza (…), zaparcie się Piotra i odejście uczniów” (por. KKK, 1851). Lęk przed czekającym Go ogromnym cierpieniem sprawiał, że – jak pisze św. Łukasz – „pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię” (Łk 22, 44). Pośród przerażającej samotności i poczucia opuszczenia przez Apostołów, którzy byli pogrążeni w śnie, trzykrotnie wznosił błaganie do swego Ojca, „żeby – jeśli to możliwe – ominęła Go ta godzina. I mówił: «Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie!»” (Mk 14, 35b-36a). Trzykrotnie też wyrażał swoje całkowite posłuszeństwo wobec zbawczej woli Ojca, dopowiadając: „Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!” (Mk 14, 36b).
Tę dramatyczną godzinę Chrystusa przejmująco wyraził w swych Myślach Blaise Pascal, pisząc w „Tajemnicy Jezusa”: „Jezus widząc, że wszyscy Jego przyjaciele śpią, a wszyscy wrogowie czuwają, zdaje się całkowicie Ojcu” (Myśli, 736). To całkowite zdanie się Ojcu, sprawiło, że umocniony przez anioła z nieba, który wtedy „ukazał Mu się (…) i umacniał Go” (por. Łk 22, 43), Jezus wyszedł odważnie naprzeciw swoim prześladowcom. Tak rozpoczęła się Jego męka, która miała doprowadzić Go do śmierci na krzyżu i ostatecznie do zwycięskiego zmartwychwstania.
W ten sposób doszło do niewyobrażalnego cudu przezwyciężenia zła. Właśnie w tej godzinie ciemności i władcy tego świata (por. Łk 22, 53; J 12, 31), gdy wydawało się, że zło osiągnie swój najwyższy i ostateczny tryumf, ukazała się niezwyciężona moc Bożego miłosierdzia. „Ofiara Chrystusa staje się [bowiem] w tajemniczy sposób źródłem, z którego wytryśnie niewyczerpane przebaczenie naszych grzechów” (por. KKK, 1851). „Bóg Ojciec objawił (…) swoją wszechmoc w sposób najbardziej tajemniczy w dobrowolnym uniżeniu i w zmartwychwstaniu swego Syna, przez które zwyciężył zło” (KKK, 272). Dlatego też św. Paweł Apostoł, próbując ukazać to zwycięstwo dobra nad złem, pisał w Pierwszym Liście do Koryntian, że Chrystus ukrzyżowany jest „mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi” (1 Kor 1, 24-25). Natomiast w Liście do Efezjan Apostoł narodów niejako dodawał, że Bóg Ojciec „na podstawie działania [swojej] potęgi i siły” właśnie w zmartwychwstaniu i wywyższeniu Chrystusa okazał „przemożny ogrom mocy względem nas wierzących” (Ef 1, 19).
Dlatego też w Prefacji o Krzyżu Świętym Kościół w następujący sposób wysławia potęgę Boga Ojca: „Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie Tobie składali dziękczynienie, Panie, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże. Ty postanowiłeś dokonać zbawienia rodzaju ludzkiego na drzewie Krzyża. Na drzewie rajskim śmierć wzięła początek, na drzewie Krzyża powstało nowe życie, a szatan, który na drzewie zwyciężył, na drzewie również został pokonany, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”.
Żyć nadzieją w Boże miłosierdzie
Każdy chrześcijanin na mocy przyjętego przez siebie sakramentu chrztu jest powołany do tego, aby uczestniczyć w tym zwycięstwie Chrystusa odniesionym przez Niego na drzewie Krzyża. Dlatego też św. Ambroży pisał w De sacramentis: „Pan, który zgładził wasz grzech i przebaczył wasze winy, jest gotowy strzec i chronić was przed zakusami diabła, walczącego z wami, aby nieprzyjaciel – źródło wszelkich przewinień – nie zaskoczył was. Kto powierza się Bogu, nie obawia się Szatana. «Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?» (Rz 8, 31)”.
Pewni pewnością wiary, że Bóg jest naprawdę Emmanuelem, Bogiem-z-nami, mamy więc prawo powtórzyć za św. Janem Pawłem II Wielkim słowa, które przekazał nam w książce Pamięć i tożsamość: „Zło nie odnosi ostatecznego zwycięstwa! Tajemnica paschalna potwierdza, że ostatecznie zwycięskie jest dobro; że życie odnosi zwycięstwo nad śmiercią; że nad nienawiścią tryumfuje miłość”.
To zwycięstwo nad śmiercią i ten trumf miłości nad nienawiścią objawiły się w Bożym miłosierdziu wobec każdego człowieka. Stąd „trzeba – jak mówił Papież w dniu 18 sierpnia 2002 roku na zakończenie swej pielgrzymki do Polski, podczas której dokonał Aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu – ażeby Jego orędzie o miłosiernej miłości zabrzmiało z nową mocą. Świat potrzebuje tej miłości. Nadszedł czas, żeby Chrystusowe przesłanie dotarło do wszystkich, zwłaszcza do tych, których człowieczeństwo i godność zdaje się zatracać w mysterium iniquitatis. Nadszedł czas, aby orędzie o Bożym miłosierdziu wlało w ludzkie serca nadzieję i stało się zarzewiem nowej cywilizacji – cywilizacji miłości”.
Podobną myśl wyraził papież Franciszek w swym Orędziu na Wielki Post 2014 roku: „Zadaniem chrześcijanina jest głosić we wszystkich środowiskach wyzwalające orędzie o tym, że popełnione zło może zostać wybaczone, że Bóg jest większy od naszego grzechu i kocha nas za darmo i zawsze, że zostaliśmy stworzeni dla komunii i życia wiecznego. Bóg wzywa nas, byśmy byli radosnymi głosicielami tej nowiny o miłosierdziu i nadziei! Dobrze jest zaznać radości, jaką daje głoszenie tej dobrej nowiny, dzielenie się skarbem, który został nam powierzony, aby pocieszać strapione serca i dać nadzieję wielu braciom i siostrom pogrążonym w mroku. Trzeba iść śladem Jezusa, który wychodził naprzeciw ubogim i grzesznikom niczym pasterz szukający zagubionej owcy, wychodził do nich przepełniony miłością. Zjednoczeni z Nim, możemy odważnie otwierać nowe drogi ewangelizacji i poprawy ludzkiej kondycji”.
Niezmiennie aktualny pozostaje dla nas następujący zapis Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Prosząc o wybawienie od Złego, modlimy się również o uwolnienie od wszelkiego zła, przeszłego, teraźniejszego i przyszłego, którego on jest sprawcą lub podżegaczem. W tej ostatniej prośbie Kościół zanosi przed Boga Ojca niedolę całego świata. Prosząc o wybawienie od zła przygniatającego ludzkość, błaga o cenny dar pokoju i łaskę wytrwałego oczekiwania na powrót Chrystusa. Modląc się w ten sposób, Kościół uprzedza w pokornej wierze odnowienie wszystkich i wszystkiego w Tym, który «ma klucze śmierci i Otchłani» (Ap 1, 1 8), we Wszechmogącym, «Który jest, Który był i Który przychodzi» (Ap 1, 8): «Wybaw nas, Panie, od zła wszelkiego i obdarz nasze czasy pokojem. Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa»” (KKK, 2854).
© Wydawnictwo św. Stanisława BM w Krakowie