| MISERICORDIA.newsletter   » zapisz się |  

PL | EN | DE | FR | IT | ES | PT | RU   translate by  GoogleTranslate

21 listopada 2021 roku
Rozważanie IV

DUCH ŚWIĘTY MIŁOŚCIĄ I MIŁOSIERDZIEM

„...i wylałeś ją nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu...” (z Aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu)

Życie chrześcijańskie w świetle tajemnicy Trójcy Świętej

W dzień Pięćdziesiątnicy dopełniła się Pascha Chrystusa, czyli Jego przejście z tego świata do Ojca. Na zebranych w Wieczerniku - Matkę Najświętszą i Apostołów - został wylany Duch Święty, „który zostaje objawiony, dany i udzielony jako Osoba Boska” (por. KKK, 731). Jak czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego, „W tym dniu zostaje w pełni objawiona Trójca Święta. Od tego dnia zapowiedziane przez Chrystusa Królestwo zostaje otwarte dla tych, którzy w Niego wierzą; w pokorze ciała i w wierze uczestniczą oni już w komunii Trójcy Świętej. Przez swoje przyjście, które ciągle trwa, Duch Święty pozwala światu wejść w «czasy ostateczne», w czas Kościoła, Królestwo już odziedziczone, ale jeszcze nie spełnione” (KKK, 732). Te czasy urzeczywistniają się na mocy realizacji polecenia, jakie tuż przed Wniebowstąpieniem Pan Jezus przekazał swoim uczniom: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 18b-20). „Czas Kościoła” polega zatem na głoszeniu Ewangelii i na szafarstwie sakramentów, w pierwszym rzędzie Sakramentu Chrztu, dokonywanego w imię Trójcy Przenajświętszej. Wtedy bowiem rodzą się nasze najgłębsze duchowe relacje z poszczególnymi Bożymi Osobami.

Mają one szczególny przebieg. Nasze relacje do Boga Ojca oraz do Jego Jednorodzonego Syna Jezusa Chrystusa, są możliwe jedynie dzięki Duchowi Świętemu. To On porusza nas wewnętrznie i sprawia, że nikt bez Jego pomocy nie może znaleźć się w relacji do Jednorodzonego Syna Bożego i powiedzieć: „Panem jest Jezus” (por. 1 Kor 12, 3). On też, wysłany przez Boga do naszych serc, woła w nich „Abba, Ojcze!” (por. Ga 4, 6), co umożliwia naszą relację do Boga Ojca. W ten sposób w Sakramencie Chrztu zostaliśmy obdarowani życiem wiecznym, które polega na tym – jak mówił Chrystus w swej Modlitwie Arcykapłańskiej zanoszonej w Wieczerniku do Ojca – „aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17, 3). Wszyscy ochrzczeni otrzymują bowiem łaskę „nowego narodzenia w Bogu Ojcu, za pośrednictwem Jego Syna w Duchu Świętym”. Odtąd ich duchowe życie dokonuje się w świetle tajemnicy Trójcy Świętej: „są [oni bowiem] prowadzeni [przez Ducha Świętego] do Słowa, to znaczy do Syna; Syn przedstawia ich jednak Ojcu, a Ojciec udziela im niezniszczalności. Bez Ducha nie można więc widzieć Ojca, a bez Syna nikt nie może zbliżyć się do Ojca, ponieważ Syn jest poznaniem Ojca, a poznanie Syna Bożego dokonuje się przez Ducha Świętego” (KKK, 683). Duch Święty, który – jak wyznajemy w Credo Kościoła – od „Ojca i Syna pochodzi” i który właśnie dlatego jest Ich Darem, obdarza nas możliwością relacji i z Ojcem i z Synem. One sprawiają, że chrześcijanie są prawdziwie dumni ze swej tożsamości, ponieważ wiedzą, iż „Duch chwały, Boży Duch na nich spoczywa” (por. 1 P 4, 14). Stąd też wypływa ich nadzieja na życie wieczne, o której św. Paweł Apostoł pisał w Liście do Rzymian, że „zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 5).

Stopniowe objawianie się prawdy o Bogu

Cytowane powyżej sformułowania Katechizmu Kościoła Katolickiego w jakiejś mierze są syntezą długiej, trwającej niemal od samych początków chrześcijaństwa teologicznej refleksji nad prawdami Bożego Objawienia. To dzięki niej został ukazany długi dziejowy proces objawiania się ludziom przede wszystkim prawdy o samym Bogu – począwszy od Jego Imienia „JESTEM, KTÓRY JESTEM”, które usłyszał Mojżesz przy gorejącym krzaku na pustyni Synaj (por. Wj 3, 14), aż po sformułowania Soboru nicejskiego I w 325 roku, i późniejszych, próbujących wyrazić ludzkimi słowami, wzbogaconymi o dorobek filozoficzny starożytnych myślicieli, tajemnice Trójcy Świętej oraz Wcielonego Syna Bożego, Jezusa Chrystusa.

Proces ten zawiera w sobie pewien paradoks. Polega on na tym, że Duch Święty, który prowadzi nas zarówno do Ojca, jak i do Syna, jest ostatnim w objawieniu Osób Trójcy Świętej (por. KKK, 684). Święty Grzegorz z Nazjanzu, zwany „Teologiem”, tłumaczył to pedagogią Boskiego „zstępowania”. W jego Orationes theologicae czytamy bowiem: „Stary Testament głosił wyraźnie Ojca, Syna zaś bardzo niejasno. Nowy objawił Syna i pozwolił dostrzec Bóstwo Ducha. Teraz Duch mieszka pośród nas i udziela nam jaśniejszego widzenia samego siebie. Nie było bowiem rzeczą roztropną głosić otwarcie Syna, gdy nie uznawano jeszcze Bóstwa Ojca, i dodawać Ducha Świętego jako nowy ciężar, jeśli można użyć nieco śmiałego wyrażenia, kiedy jeszcze Bóstwo Syna nie było uznane... Jedynie na drodze postępu i przechodzenia «od chwały do chwały» światło Trójcy Świętej zajaśnieje w pełniejszym blasku”. Katechizm Kościoła Katolickiego podąża podobną drogą argumentacji: „Duch Święty działa z Ojcem i Synem od początku aż do wypełnienia zamysłu naszego zbawienia. Dopiero jednak w «czasach ostatecznych», zapoczątkowanych odkupieńczym Wcieleniem Syna, zostaje On objawiony i udzielony, uznany i przyjęty jako Osoba. Wtedy Boski zamysł, zrealizowany w Chrystusie, «Pierworodnym» i Głowie nowego stworzenia, będzie mógł urzeczywistnić się w ludzkości przez wylanie Ducha Świętego jako Kościół, komunia świętych, odpuszczenie grzechów, zmartwychwstanie ciała, życie wieczne” (KKK, 686). Nieco dalej Katechizm jeszcze bardziej precyzuje tę prawdę, stwierdzając: „Od początku aż do «pełni czasu» (Ga 4, 4) wspólne posłanie Słowa i Ducha Ojca pozostaje ukryte, ale wciąż się realizuje. Duch Boży przygotowuje czas Mesjasza i chociaż ani Duch, ani Słowo nie są jeszcze w pełni objawieni, są już obiecani, aby ich oczekiwano i przyjęto, gdy się objawią. Dlatego gdy Kościół czyta Stary Testament, zgłębia w nim to, co Duch Święty, «który mówił przez proroków», chce nam powiedzieć o Chrystusie” (KKK, 702).

Dać się prowadzić Duchowi Świętemu

Wiara w Trójcę Świętą, to znaczy w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego, jest nieodłączna od wiary, że Kościół jest «święty» i «powszechny», czyli «katolicki», a także że jest on «jeden» i «apostolski», jak to wyznajemy w Symbolu Nicejsko-Konstantynopolitańskim (por. KKK, 750).

Kościół jest święty, ponieważ, jak pisze św. Paweł w Drugim Liście do Koryntian, Duch Święty czyni go „świątynią Boga żywego” (2 Kor 6, 16). W związku z tym Ojciec Święty Pius XII w encyklice Mystici Corporis stwierdza, że „Duch Chrystusa jest tą niewidzialną przyczyną, której należy przypisać utrzymywanie łączności wszystkich części Ciała między sobą i z ich wzniosłą Głową, ponieważ jest On cały w Ciele, cały w Głowie, cały w poszczególnych członkach”. Tę wewnętrzną jedność Kościoła św. Augustyn tłumaczył w swoich Sermones poprzez porównanie do roli, jaką dusza odrywa w człowieku w odniesieniu do ciała: „Czym jest nasz duch, to znaczy nasza dusza, dla członków ciała, tym jest Duch Święty dla członków Chrystusa, dla Ciała Chrystusa, którym jest Kościół”. To dlatego Duch Święty jest, jak dalej czytamy w encyklice Mystici Corporis, „zasadą wszystkich żywotnych i rzeczywiście zbawczych działań w poszczególnych częściach Ciała”. Buduje On bowiem Kościół przez słowo Boże, przez sakramenty, przez „łaskę daną Apostołom, która zajmuje pierwsze miejsce wśród Jego darów”, następnie „przez cnoty, które pozwalają działać zgodnie z dobrem, a wreszcie przez wiele łask nadzwyczajnych, zwanych charyzmatami, przez które czyni wiernych «zdatnymi i gotowymi do podejmowania rozmaitych dzieł lub funkcji mających na celu odnowę i dalszą pożyteczną rozbudowę Kościoła»” (por. KKK,798).

O tych szczególnych darach Ducha Świętego dla Kościoła, jakimi są charyzmaty, szeroko pisał św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian: „Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce” (1 Kor 12, 4-11).

Charyzmaty staną się odczuwalnymi przez wszystkich członków Kościoła darami Ducha Świętego, jeśli pozwolą się oni Jemu prowadzić. Stąd św. Paweł zwraca się do nich z następującym wezwaniem: „Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy” (Ga 5, 25). Według Apostoła Narodów, wspaniałymi owocami tej szczególnej uległości wobec Niego są następujące cnoty: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (por. Ga 5, 22b-23a). Co więcej, to On jest fundamentem naszej godności Bożych dzieci. Jak bowiem pisze św. Paweł w Liście do Rzymian, „wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi”, co powoduje budzące nadzieję życia wiecznego konsekwencje: „jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale” (Rz 8, 14. 17).

Żyć darami Ducha Świętego

Duch Święty, Dar Ojca i Syna, rozlewa na nas Bożą miłość, obdarzając Kościół swoimi darami. Każdy chrześcijanin powinien je najpierw w sobie rozpoznać, a następnie okazać Mu za nie swą wdzięczność i prosić o ich dalszy rozwój – zarówno dla własnego dobra, jak i dobra całego Kościoła. Do tej modlitwy zachęcał swoich uczniów sam Chrystus, mówiąc do nich: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11, 13).

Kiedy Ojciec Święty Jan Paweł II przebywał po raz pierwszy jako papież w Polsce, podczas spotkania z młodzieżą akademicką skupioną przy kościele św. Anny w Warszawie w dniu 3 czerwca 1979 roku – a była to Niedziela Zesłania Ducha Świętego – przekazał młodym szczególny, zapewne bardzo drogi dla siebie, osobisty dar. Zwracając się do nich, rzekł: „Przyjmijcie ode mnie tę modlitwę, której nauczył mnie mój ojciec – i pozostańcie jej wierni. Będziecie wówczas trwać w Wieczerniku Kościoła, związani z najgłębszym nurtem jego dziejów, i będziecie wówczas trwać w Wieczerniku dziejów narodu”. Była to modlitwa do Ducha Świętego, którą Papież odmawiał codziennie od młodzieńczych już lat i która składała się z następujących próśb: „Duchu Święty, proszę Cię/ o dar mądrości do lepszego poznawania Ciebie/ i Twoich doskonałości Bożych;/ o dar rozumu do lepszego zrozumienia/ ducha tajemnic wiary świętej;/ o dar umiejętności,/ abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary;/ o dar rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady/ i u Ciebie ją zawsze znajdował;/ o dar męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie/ nie mogły mnie od Ciebie oderwać; o dar pobożności, abym zawsze służył/Twojemu Majestatowi z synowską miłością;/o dar bojaźni Bożej, abym lękał się grzechu,/ który Ciebie, o Boże, obraża./ Amen”.

Pochylmy się z uwagą nad tą modlitwą i postarajmy się wniknąć w treść poszczególnych jej próśb zanoszonych do Ducha Świętego.

Dar mądrości – „do lepszego poznawania Ciebie i Twoich doskonałości Bożych”.

Ducha Świętego, który obdarzy Apostołów darem mądrości i wiedzy Bożej, obiecał w Wieczerniku sam Chrystus w swej Mowie Pożegnalnej, mówiąc: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie” (J 14, 16-17). Duch Prawdy jest jednocześnie Duchem Miłości.

Boga bynajmniej nie poznaje się czysto teoretycznie. Wtedy bowiem jawiłby się nam jako daleki i obojętny na nasz los Absolut. Boga w Trójcy Świętej Jedynego, który „jest miłością” (por. 1 J 4, 16b), poznaje się miłością. Do niej wzywa nas Chrystus w dwóch przykazaniach miłości i właśnie jej udziela nam Duch Święty. „Nikt nigdy Boga nie oglądał – stwierdza w swoim Pierwszym Liście św. Jan (1 J 4, 12a). Nikt Go przecież zmysłowo nie doświadczył – i w ten sposób nigdy doświadczyć nie może. Jednakże dzięki miłości drugiego człowieka możemy – dzięki Duchowi Świętemu – doświadczyć tego, że w Nim naprawdę trwamy. Święty Jan pisze bowiem dalej: „Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha” (1 J 4, 12b-13). Dlatego też umiłowany uczeń Pana z prawdziwą dumą i radością określił samoświadomość wszystkich chrześcijan: „Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam” (1 J 4, 16a).

Dar rozumu – „do lepszego zrozumienia ducha tajemnic wiary świętej”.

Zrozumienie tajemnic chrześcijańskiej wiary jest możliwe jedynie dzięki Duchowi Świętemu. Stąd wprost na konieczność Jego zesłania na Apostołów, a poprzez nich na cały Kościół, mówił w Wieczerniku Pan Jezus: „A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe” (J 14, 26; 16, 13).

Dar rozumu jest nam zwłaszcza potrzebny wtedy, gdy musimy stanąć wobec ludzi, oczekujących od nas argumentów na rzecz prawdziwości naszej wiary w Boga. Różne są sytuacje, w których trzeba nam będzie z tych argumentów korzystać. Może to być dyskusja o charakterze filozoficzno-teologicznym, jak to było w sytuacji Mowy św. Pawła na Areopagu ateńskim (por. Dz 17, 16-34). Argumenty te mogą okazać się niezbędne także w sytuacji różnych prześladowań, a nawet zagrożenia życia, wynikających z naszej wiary. Wtedy bowiem musimy mieć przemyślane już wcześniej argumenty, które, z jednej strony, będą nas utwierdzać w naszym wiernym trwaniu przy Bogu, a z drugie strony, będą nam służyły na odparcie zarzutów kierowanych przeciwko nam przez naszych prześladowców. To właśnie w takiej sytuacji do prześladowanych w Bitynii za swoją wiarę chrześcijan pisał św. Piotr: „Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” (1 P 3, 15).

Przykładem takiej wiary, wzbogaconej o rozumowe argument, jest żyjący w I połowie II wieku św. Justyn. Odpierając zarzuty pogan o bezbożnictwo chrześcijan, tak oto pisał w swojej Pierwszej Apologii: „Z tego właśnie powodu jesteśmy nazywani bezbożnikami. I przyznaję, że jesteśmy niewierzącymi, jeśli chodzi o tych tzw. bogów, ale nigdy w przypadku najprawdziwszego Boga, Ojca sprawiedliwości, mądrości i wszystkich innych cnót, wolnego od wszelkiego zła. Jego to właśnie i Syna, który od Niego przyszedł i tego wszystkiego nas nauczył, a także zastępy innych, dobrych aniołów, które Go otaczają i są na Jego obraz, oraz Ducha proroczego czcimy i uwielbiamy, składając cześć zgodnie z rozumem i prawdą. I jak sami zostaliśmy pouczeni, tak również bez zazdrości przekazujemy tę naukę każdemu, kto pragnie ją poznać” (1 Ap 6, 1-2). Dlatego też Justyn postawiony przed sądem Rustyka, prefekta Rzymu, który domagał się od niego wyrzeczenia się chrześcijańskiej wiary, odpowiedział krótko i zdecydowanie: „Nikt o zdrowych zmysłach nie przejdzie od wiary do bezbożności”.

Dzięki swej jednoznacznej, wspartej o rozumne argumenty, wierze, św. Justyn poniósł w 165 roku w Rzymie śmierć przez ścięcie mieczem, stając się nie tylko pierwszym w dziejach Kościoła filozofem-męczennikiem, ale przede wszystkim wspaniałym wzorem dla tych wszystkich chrześcijan, którzy dzięki darowi rozumu umieli uzasadnić tę nadzieję, która aż do śmierci ożywiała ich życie.

Dar rady – „abym we wszystkim u Ciebie szukał rady i u Ciebie ją zawsze znajdował”.

Duch Święty przemawia do nas, udzielając daru rady, przede wszystkim w przenikniętej modlitewną ciszą głębi naszych sumień. Aby móc usłyszeć w sobie głos Ducha Świętego, musimy nieustannie troszczyć się o ich prawość. Wzywa nas do tego św. Piotr Apostoł w swoim Pierwszym Liście: „A z łagodnością i bojaźnią [Bożą] zachowujcie czyste sumienie” (1 P 3, 16). Ono bowiem daje człowiekowi wewnętrzną moc świadczenia prawdy, na wzór św. Pawła, który pisał w Liście do Rzymian: „Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym” (Rz 9, 1).

Szczególnym miejsce doświadczenia daru rady jest Sakrament Pokuty i Pojednania. Daje on człowiekowi nie tylko możliwość stanięcia w prawdzie wobec swych grzechów i upadków, ale także wobec wołania i powołania Bożego. W tym właśnie świetle trzeba interpretować „Spowiedź Adama” z młodzieńczego dramatu Karola Wojtyły Brat naszego Boga. Bohater dramatu, znakomity malarz polski – Adam Chmielowski, jest targany wątpliwościami – czy ma nadal uprawiać malarstwo i rozwijać swój wyjątkowy talent, czy też radykalnie porzucić dotychczasowe życie i całkowicie poświęcić się dla krakowskich żebraków, ratując ich z nędzy materialnej i moralnej, przywracając im odblask Chrystusowego oblicza. W sytuacji swych duchowych zmagań Adam udał się do spowiedzi świętej. Podczas niej wyznał spowiednikowi istotę przeżywanego przez siebie dramatu:

„– No więc zrozum, mój ojcze. Przecież nie mogę miłować równocześnie, bo nie mogę miłować po połowie. Są to dla mnie dwie otchłanie, które ciągną. Nie można pozostawać ciągle w połowie drogi między jedną a drugą.
– [W odpowiedzi usłyszał słowa spowiednika:] Dlaczego patrzysz na to w ten sposób? Wszystkim można miłować Boga. (…)
– Cóż mi powiesz na to, mój ojcze?
– Daj się kształtować miłości.
– Jak?
– Nie wiem. Twoja miłość jest twoją własnością, jest dobrem tobie udzielonym. Ja nie mogę sądzić twej miłości aż do najmniejszych jej drgnień.
– Gdybyś jednak zechciał przeważyć. Nakazać coś lub zakazać, odrzucić lub uznać.
– To są zbyt wielkie sprawy i zbyt ważne. Takich spraw nie nakazuje się miłości. Pomyśl. Nasz Pan dokonuje przez nią tylu dóbr, tylu ogromnych dóbr. Ona nas łączy z Nim bardziej niż cokolwiek innego. Bo w niej odmienia się wszystko. Daj się kształtować miłości”.

Dar męstwa – „aby żadna bojaźń ani względy ziemskie nie mogły mnie od Ciebie oderwać”.

„Gdy Duch Święty zstąpi na was – tuż przed swoim Wniebowstąpieniem mówił do Apostołów Pan Jezus – otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1, 8). Duch Święty, który na nich zstąpił dziesięć dni później, sprawił, że stali się zupełnie nowymi ludźmi. Z zalęknionych, obawiających się losu Chrystusa, stali się Jego odważnymi świadkami. Stąd też postawieni przed Sanhedrynem, jednoznacznie wyznali swą wiarę, mówiąc wobec arcykapłanów, saduceuszów i faryzeuszów: „Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wywyższył Go na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni” (Dz 5, 30-32).

Wobec stwierdzenia arcykapłana: „Zakazaliśmy wam surowo, abyście nie nauczali w to imię, a oto napełniliście Jerozolimę waszą nauką i chcecie ściągnąć na nas krew tego Człowieka?”, Piotr i Apostołowie zdecydowanie odpowiedzieli: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 28-29). Szczególnie wymowna była ich postawa wobec dalszego biegu zdarzeń. Skazani na ubiczowanie i otrzymawszy po raz kolejny zakaz głoszenia Ewangelii, Apostołowie pozostali niewzruszeni. Jak bowiem czytamy w Dziejach Apostolskich, „oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia [Jezusa]. Nie przestawali też co dzień nauczać w świątyni i po domach i głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie” (Dz 5, 41-42).

Te wydarzenia, a także te wszystkie, których nie znamy, gdyż nie można ich, patrząc na całe dzieje Kościoła, po prostu zliczyć, są jednoznacznym potwierdzeniem tego, co Pan Jezus powiedział do swoich uczniów: „Kiedy was ciągać będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co należy powiedzieć” Łk 12, 11-12).

Dar umiejętności – „abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary”.

Życie wiarą domaga się konsekwencji. Pierwszą z nich jest – od strony negatywnej – radykalne odcięcie się od złego. Nie bez powodu podczas udzielania Chrztu ze strony szafarza tego sakramentu padają następujące pytania: „Czy wyrzekacie się grzechu, aby żyć w wolności dzieci Bożych? Czy wyrzekacie się wszystkiego, co prowadzi do zła, aby was grzech nie opanował? Czy wyrzekacie się szatana, który jest głównym sprawcą grzechu?”. Chodzi bowiem o to, aby człowiek ochrzczony, który w przypadku Chrztu osoby dorosłej – samodzielnie, a w przypadku Chrztu małego dziecka poprzez swoich rodziców i chrzestnych, mógł jednoznacznie powiedzieć: „Wyrzekam się!” i w dalszym swoim życiu dać się prowadzić Duchowi Świętemu, rozlewającemu w nas miłość Bożą. Dlatego też św. Paweł w Liście do Efezjan w następujący sposób wzywał mieszkających w tym mieście wyznawców Chrystusa: „Nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie” (Ef 4, 30-32). To ostatnie Pawłowe wezwanie do dobroci i miłosierdzia jest niewątpliwie echem słów Pana Jezusa skierowanych do uczniów: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6, 36), a takie otwarcie się i naśladowanie Ojca jest możliwe dzięki Duchowi Świętemu.

W Liście do Galatów św. Paweł przedstawiał się jako wzór, z jednej strony, umiejętnego odrzucania stylu życia typowego dla żydów, skrupulatnie przestrzegających Mojżeszowego Prawa, oraz, z drugiej strony, przyjmowania wszystkich zasad postępowania wynikających z Chrystusowej Ewangelii: „razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Nie mogę odrzucić łaski danej przez Boga” (Ga 2, 19b-21a).

Dar pobożności – „abym zawsze służył Twojemu Majestatowi z synowską miłością”

Łacińskie słowo pietas jest tłumaczone na język polski jako „pobożność”. Wskazuje ono na pewien sposób życia człowieka „po Bożemu”, czyli zgodnego z zamysłem samego Boga co do niego. Zamysł ten został wyrażony już w samym momencie stworzenia go na Boży obraz i podobieństwo (por. Rdz. 1, 26). Owa szczególna bliskość człowieka ze swoim Stwórcą polega głównie nie tyle na jego rozumności, ale na możliwości miłowania. Co więcej, w jakiejś mierze staje się ona zadaniem człowieka, skoro Pan Jezus nakazał kochać Boga „całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą” (Mk 12, 30).

Miłość ta wyraża się przede wszystkim w modlitwie chrześcijańskiej, która – w odróżnieniu od modlitw typowych dla różnych innych religii – jest owocem łaski Ducha Świętego. To właśnie wtedy, gdy modli się chrześcijanin, spełniają się słowa Pana Jezusa: „Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4, 23-24). Potwierdzeniem tej szczególnej „godziny chrześcijanina”, jaką jest jego modlitwa zanoszona do Boga, są następujące słowa św. Pawła z Listu do Rzymian: „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8, 26).

Wewnętrznemu otwarciu się na dar pobożności, który zsyła nam Duch Święty, powinien towarzyszyć osobisty wysiłek modlitwy. Pisze o tym św. Paweł w różnych miejscach Pierwszego Listu do Tymoteusza: „Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością” (1 Tm 2, 1-2); „Sam zaś ćwicz się w pobożności! Pobożność zaś przydatna jest do wszystkiego, mając zapewnienie życia obecnego i tego, które ma nadejść” (1 Tm 4, 7b. 8b); „Wielkim zaś zyskiem jest pobożność wraz z poprzestawaniem na tym, co wystarczy. Ty natomiast, o człowiecze Boży, (…) podążaj za sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością!” (1 Tm 6, 6. 11).

Pobożności jako modlitewnemu odniesieniu do Boga powinna towarzyszyć miłość okazywana braciom. Stąd św. Jakub Apostoł pisał w swoim Liście: „Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata (Jk 1, 27). Wtóruje mu św. Piotr, zachęcając wiernych: „Dlatego też właśnie wkładając całą gorliwość, dodajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty poznanie, do poznania powściągliwość, do powściągliwości cierpliwość, do cierpliwości pobożność, do pobożności przyjaźń braterską, do przyjaźni braterskiej zaś miłość” (2 P 1, 5-7).

Dar bojaźni Bożej – „abym lękał się grzechu, który Ciebie, o Boże, obraża”.

Chrześcijanin to człowiek, który powinien żyć bez jakiegokolwiek lęku, zgodnie ze słowami Pana Jezusa z Jego Mowy Pożegnalnej w Wieczerniku: „To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16, 33). Chrystus zwyciężył świat swoją miłością miłosierną i dlatego każdy, kto trwa w Jego miłości, nie ma lęku, ponieważ – jak pisał św. Jan Apostoł – „doskonała miłość usuwa lęk” (por. 1 J 4, 8).

Jest jednak jedna rzecz, której powinien się on obawiać – jest nim grzech, który stanowi obrazę Boga, a także krzywdę wyrządzoną drugiemu człowiekowi i samemu sprawcy zła. Dlatego też św. Paweł zwracał się do mieszkających w Filippi chrześcijan z serdeczną prośbą: „A przeto, umiłowani moi, skoro zawsze byliście posłuszni, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem, abyście się stali bez zarzutu i bez winy jako nienaganne dzieci Boże pośród narodu zepsutego i przewrotnego” (Flp 2, 12a. 15). Natomiast autor Listu do Hebrajczyków sformułował jednoznaczne pod tym względem upomnienie: „Dlatego też otrzymując niewzruszone królestwo, trwajmy w łasce, a przez nią służmy Bogu ze czcią i bojaźnią! Bóg nasz bowiem jest ogniem pochłaniającym” (Hbr 12, 28-29). Wtóruje mu niejako św. Piotr w Pierwszym Liście: „Jeżeli bowiem Ojcem nazywacie Tego, który bez względu na osoby sądzi według uczynków każdego, to w bojaźni spędzajcie czas swojego pobytu na obczyźnie” (1 P 1, 17).

Prośba

Duch Święty wylewa na nas Bożą miłość – miłość miłosierną. Pod jej wpływem św. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej modliła się o to, aby mogła dać się jej całkowicie prowadzić – aby dane jej było kochać Boga jeszcze bardziej niż dotąd: „O Boże mój, Trójco Przenajświętsza, którą uwielbiam, dopomóż mi zapomnieć zupełnie o sobie samej, abym mogła zamieszkać w Tobie nieporuszona i spokojna, jakby moja dusza była już w wieczności. Oby nic nie zmąciło mego pokoju i nie wyprowadziło mnie z Ciebie, o mój Niezmienny, ale niech każda minuta zanurza mnie coraz bardziej w głębokości Twojej Tajemnicy. Napełnij pokojem moją duszę. Uczyń z niej swoje niebo, swoje umiłowane mieszkanie i miejsce swego spoczynku. Obym tam nigdy nie zostawiła Ciebie samego, lecz abym tam była cała, cała żyjąca wiarą, cała adorująca, cała poddana Twemu stwórczemu działaniu”.

© Wydawnictwo św. Stanisława BM w Krakowie