| MISERICORDIA.newsletter   » zapisz się |  

PL | EN | DE | FR | IT | ES | PT | RU   translate by  GoogleTranslate

Rozważanie XI
19 czerwca 2022 roku

UWIERZYĆ W ZMARTWYCHWSTANIE

„…Ojcze Przedwieczny, dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna...”
(z Aktu zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu)

Prawda o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym

Słowa Aktu zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu: „Ojcze Przedwieczny, dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna” z całą pewnością nawiązują do modlitwy, jakiej Pan Jezus nauczył św. Faustynę dnia 14 września 1935 roku w Wilnie, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego. W ramach przekazanej jej wtedy Koronki do miłosierdzia Bożego należało bowiem na różańcowych paciorkach Zdrowaś Maryjo odmawiać: „Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego” (Dz, 476).

Sformułowanie Ojca Świętego Jana Pawła II zawarte w Akcie niejako rozszerza prawdę o zbawczej Passze Chrystusa. Mówi bowiem nie tylko o samej Jego męce, ale wskazuje także na jej tryumfalny finał – na Jego zmartwychwstanie. Jest to o tyle zasadne, że właśnie zmartwychwstały Pan wypowiedział w Wieczerniku słowa, które ukazały uczniom ostateczny sens Jego Przejścia z tego świata do Ojca przez cierpienie, mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Wskazywały równocześnie na Boże miłosierdzie, dzięki któremu grzeszni ludzie będą mogli odzyskać godność Bożych dzieci na skutek tego, że ich grzechy zostaną im mocą Ducha Świętego odpuszczone. Jak bowiem pisze św. Jan w swej Ewangelii, „wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia”, zwycięski Chrystus stanął pośrodku uczniów zebranych w Wieczerniku „i rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane»” (J 20, 19-23).

Ten sens swojej Paschy Chrystus ukazał uczniom również tuż przed swoim Wniebowstąpieniem: „«To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego” (Łk 24, 44b-48).

Prawdy mówiące o męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, ściśle powiązane ze zbawczymi skutkami tych zdarzeń, od samego początku znalazły się w centrum chrześcijańskiego nauczania i chrześcijańskiej wiary. Równocześnie dogłębnie zmieniały one powszechnie panujące dotąd poglądy na sens życia i śmierci człowieka. Nie odnosiły się przeto tylko do Chrystusa i do Jego Paschy, ale w sposób radykalny wpływały również na sposób patrzenia na samego człowieka i jego ostateczne przeznaczenie. Kreśliły bowiem przed każdym, kto w te prawdy uwierzył, perspektywę wiecznego zbawienia. W ten sposób dawały mu nadzieję na to, że śmierć nie jest bynajmniej ostatnim słowem jego życiowej wędrówki.

Takie właśnie przesłanie stanowiło zasadniczą treść pierwszej w dziejach Kościoła katechezy, jaką w imieniu wszystkich Apostołów wygłosił w Jerozolimie św. Piotr w dzień Pięćdziesiątnicy, tuż po Zesłaniu na nich Ducha Świętego: „Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim” (Dz 2, 22-24). Niezwykle znamienna była na to reakcja Żydów: „Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: «Cóż mamy czynić, bracia?» – zapytali Piotra i pozostałych Apostołów. «Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz». W wielu też innych słowach dawał świadectwo i napominał: «Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia!». Ci więc, którzy przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni” (Dz 2, 37-41).

Po swoim nawróceniu pod Damaszkiem w to nauczanie Dwunastu włączył się również św. Paweł. Niejako modelowe pod tym względem było jego nauczanie w Tesalonice, gdzie wraz z Sylasem przez trzy szabaty, na podstawie Pisma, nauczał w tamtejszej synagodze: „Mesjasz musiał cierpieć i zmartwychwstać. Jezus, którego wam głoszę, jest tym Mesjaszem” (Dz 17, 3b). Echem tych słów stały się następujące sformułowania zawarte w Pierwszym Liście skierowanym do chrześcijan, którzy w Tesalonice uwierzyli jego nauczaniu: „Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim” (1 Tes 4, 14) do pełni życia. Podobne stwierdzenie znajdujemy w Drugim Liście Apostoła narodów skierowanym do Koryntian: „My także wierzymy i dlatego mówimy, przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami” (2 Kor 4, 13b-14).

To powiązanie Paschy Chrystusa z doczesnym życiem ludzi i z ich sięgającymi wiecznego zbawienia nadziejami szło tak daleko, że św. Paweł nie wahał się w dłuższym wywodzie pisać do chrześcijan żyjących w Koryncie: „Jeżeli zatem głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach. Tak więc i ci, co pomarli w Chrystusie, poszli na zatracenie. Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania. Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez Człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1 Kor, 15, 12-14. 16-22).

Świadectwo Apostołów o zwycięstwie Chrystusa co do swej pewności było równe temu, czego doświadczyli, gdy patrzyli na mękę i śmierć ich Mistrza. Odnosiło się to przede wszystkim do św. Jana, który stojąc wraz z Maryją i niewiastami pod krzyżem Chrystusa, osobiście widział, jak żołnierska włócznia przebiła Jego bok, z którego natychmiast wypłynęły krew i woda (por. J 19, 33-34). Nieznany nam z imienia uczeń Ewangelisty opatrzył tę relację znamiennym komentarzem: „Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli” (J 19, 35). Dwa dni później, w niedzielny poranek, powiadomiony przez Magdalenę o kamieniu odsuniętym od pustego grobu Chrystusa, Jan biegł wraz z Piotrem do miejsca, w którym złożono Jego martwe ciało. Jak po latach sam przekazał w swojej Ewangelii, Szymon Piotr „wszedł do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu, [czyli Jan]. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych” (J 20, 6b-9).

Jan jako pierwszy z Apostołów uwierzył w zmartwychwstanie, natomiast Piotr jako pierwszy ujrzał zmartwychwstałego Pana. Przekazał nam to św. Paweł, który w Pierwszym Liście do Koryntian pisał: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną. Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli” (1 Kor 15, 3-8. 10-11).

W przekonaniu Apostołów, właśnie bycie świadkiem zmartwychwstania Chrystusa stanowiło istotę tej powagi i tego autorytetu, jakimi z Jego woli cieszyli się w całym Kościele. Dlatego też św. Piotr tuż po Chrystusowym Wniebowstąpieniu przedstawił zebranym w Wieczerniku pozostałym Apostołom bardzo jasne kryterium, według którego należało wybrać następcę po Judaszu i w ten sposób dopełnić kolegium Dwunastu: „Trzeba więc, aby jeden z tych, którzy towarzyszyli nam przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami, począwszy od chrztu Janowego aż do dnia, w którym został wzięty od nas do nieba, stał się razem z nami świadkiem Jego zmartwychwstania” (Dz 1, 21-22). Tylko dwie osoby spełniały postawione przez Piotra warunki: Józef, zwany Barsabą, z przydomkiem Justus, i Maciej. W tej tak ważnej dla Apostołów i dla całego Kościoła chwili, Apostołowie zanieśli swe modły do Boga: „«Ty, Panie, znasz serca wszystkich, wskaż z tych dwóch jednego, którego wybrałeś, by zajął miejsce w tym posługiwaniu i w apostolstwie, któremu sprzeniewierzył się Judasz, aby pójść swoją drogą». I dali im losy, a los padł na Macieja. I został dołączony do jedenastu Apostołów” (Dz 1, 24b-26).

Według antycznej tradycji Kościoła, sięgającej jeszcze początków III wieku, owocem posługiwania Apostołów stał się Apostolski symbol wiary (łac. Symbolum Apostolorum lub Symbolum Apostolicum), zwany potocznie Składem Apostolskim. Jego nazwa wywodzi się stąd, że – jak mówiono – poszczególne zawarte w nim prawdy wiary były autorstwa samych Apostołów, ponieważ każdy z nich dorzucał od siebie jeden artykuł. W rzeczywistości Skład Apostolski powstał w Rzymie, stolicy kolejnych następców św. Piotra, co niewątpliwie od samego początku podkreślało wagę i autorytet zawartych w nim sformułowań. Pośród nich znajduje się również następujące, które odnosi się do Paschy Chrystusa: passus sub Pontio Pilato, crucifixus, mortuus, et sepultus, descendit ad inferos, tertia die resurrexit a mortuis, co znaczy: „umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał”. Składowi Apostolskiemu odpowiadają treści zawarte w utworzonym później Symbolu Nicejsko-Konstantynopolitańskim, który jest odmawiany przez wszystkich uczestników Mszy świętych niedzielnych oraz podczas uroczystości liturgicznych: crucifixus etiam pro nobis sub Pontio Pilato, passus et sepultus est, et resurrexit tertia die, secundum Scripturas – „Ukrzyżowany również za nas pod Poncjuszem Piłatem został męczony i pogrzebany. I zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo”. W ten sposób nieprzerwanie, od wieków potwierdza tę samą swoją wiarę i w niej trwa jeden, święty, katolicki i apostolski Kościół – w wierze opartej na wierze Piotra-Opoki, która niegdyś, u źródeł Jordanu, w okolicach Cezarei Filipowej spotkała się z błogosławieństwem ze strony Chrystusa (por. Mt 16, 17-18).

Zgorszenie dla Żydów

Przebywając w Efezie w ramach swej trzeciej wyprawy misyjnej, jaka miała miejsce w latach 53-58, św. Paweł dokonywał swoistego podsumowania swojej dotychczasowej pracy apostolskiej. Co w pełni zrozumiałe, próbował też ukazać reakcje ze strony dwóch grup społeczno-narodowościowych na głoszoną im Ewangelię, czyli Dobrą Nowinę, o zbawieniu dokonanym przez Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Swe przemyślenia na ten temat wyraził syntetycznie w pisanym w Efezie Liście, skierowanym do chrześcijan mieszkających w Koryncie. „Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1, 22-24).

Dla Żydów ukrzyżowany Chrystus był więc jednym wielkim zgorszeniem. Wynikało to najpierw z ich wiary w Boga-Jahwe, który był kimś Jedynym, niezwykle dalekim, wręcz istotowo nieskończenie odległym od stworzonego przez Niego z nicości materialnego świata. Stąd Serafini z wizji proroka Izajasza wołali jeden do drugiego: „Święty, Święty, Święty jest Jahwe Zastępów. Cała ziemia jest pełna Jego chwały” (Iz 6, 3). Owo słowo „Święty” po hebrajsku brzmi: „Kadosz”, co można by przetłumaczyć jako: „Oddzielony”, „Inny”. Wskazuje ono zatem na całkowitą transcendencję Jedynego Boga wobec świata. Z tego nieskończonego oddalenia wynikało drugie przykazanie Dekalogu, zabraniające Żydom czynienia jakiejkolwiek materialnej podobizny Boga i oddawania jej religijnej czci: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą” (Wj 20, 4-5).

Ta wizja Boga była podważana przez Jezusa z Nazaretu, który w swym nauczaniu i w swych dziełach przedstawiał siebie jako Bożego Syna. Doskonale rozumieli to słuchacze Jego słów, wielokrotnie zarzucając Mu, że podawał się właśnie za Niego. Znamienna pod tym względem jest relacja św. Jana zawarta w jego Ewangelii. Jezus, który przebywał w Jerozolimie i podczas uroczystości Poświęcenia świątyni przechadzał się w należącym do niej portyku Salomona, wskazując na swoją istotową jedność z Bogiem, wyznał wobec Żydów: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10, 30). Wtedy „Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować”. Wówczas „odpowiedział im Jezus: «Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować?». Odpowiedzieli Mu Żydzi: «Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga»” (J 10, 31-33).

Żydzi nie byli w stanie uwierzyć najpierw w prawdę o jednym Bogu w Trzech Osobach, którą objawiał im Jezus. Konsekwentnie kontestowali też to, że On, Nauczyciel z Nazaretu, jest wcielonym Bożym Synem – kimś tak bliskim każdemu człowiekowi, że w niczym nie różni się od ludzi poza grzechem. Ta postawa Żydów najbardziej wyraźnie ukazała się podczas sądu nad Jezusem, jaki dokonywał się w pałacu arcykapłana Kajfasza. Według relacji przekazanej nam przez św. Mateusza, „Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do Niego: «Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciwko Tobie?». Lecz Jezus milczał. A najwyższy kapłan rzekł do Niego: «Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?». Jezus mu odpowiedział: «Tak, Ja Nim jestem. Ale powiadam wam: Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego, i nadchodzącego na obłokach niebieskich». Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: «Zbluźnił. Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Oto teraz słyszeliście bluźnierstwo. Co wam się zdaje?» Oni odpowiedzieli: «Winien jest śmierci»” (Mt 26, 62-66). O to również Żydzi oskarżali Jezusa, kiedy stanęli przed Piłatem: „My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć, bo sam siebie uczynił Synem Bożym” (J 19, 7b). Stąd od prokuratora rzymskiego domagali się wyroku śmierci na Jezusie – i to przez ukrzyżowanie. Doskonale znali przecież zapis Księgi Powtórzonego Prawa: „Jeśli ktoś popełni zbrodnię podlegającą karze śmierci, zostanie stracony i powiesisz go na drzewie. Bo wiszący jest przeklęty przez Boga” (Pwt 21, 22. 23b).

Ukrzyżowany Jezus byłby więc dla wszystkich Żydów widomym znakiem, że został On jednoznacznie odrzucony przez Boga. Tym bardziej też nie miałby żadnego tytułu, by nazywać siebie Synem Bożym. Dlatego z tak wielką, pełną złośliwości satysfakcją patrzyli na niemoc Jezusa, przybitego do krzyża, naigrawając się z Niego: „Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: «Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!». Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: «Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: "Jestem Synem Bożym"»” (Mt 27, 39-43).

W swym nauczaniu św. Paweł starał się przezwyciężać zgorszenie, jakim była dla Żydów prawda o ukrzyżowanym Synu Bożym. Dlatego też w Liście do Galatów pisał: „Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił – stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie – aby błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan i abyśmy przez wiarę otrzymali obiecanego Ducha” (Ga 3, 13-14 ).

Jednakże większość Żydów nie chciała przyjąć tej prawdy. Uciekali się najpierw do kłamstwa odnośnie do Chrystusowego zmartwychwstania, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że właśnie ono ukazywało Jezusa jako ostatecznego zwycięzcę grzechu, śmierci i szatana – a tym samym przezwyciężało zgorszenie krzyża. Dlatego też arcykapłani i faryzeusze, niejako uprzedzając zmartwychwstanie, a na pewno bojąc się jego skutków, zwrócili się do Piłata ze słowami: „Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: «Po trzech dniach powstanę». Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: «Powstał z martwych». I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze. Rzekł im Piłat: «Macie straż: idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie»” (Mt 27, 63-65). Gdy jednak, mimo zbrojnej straży, Chrystus zmartwychwstał, arcykapłani i starsi „po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu»” (Mt 28, 12b-14).

Mimo że, a może właśnie dlatego, że po latach św. Mateusz stwierdzał z pewną goryczą, iż „ta pogłoska rozniosła między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego” (Mt 28, 15b), Apostołowie i ich uczniowie głosili naukę o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Czynili to, nastając w porę i nie w porę, w razie potrzeby wykazując błędy, pouczając, podnosząc na duchu z całą cierpliwością (por. 2 Tm 4, 2). Z tego powodu narażali się na liczne i bolesne prześladowania, o czym świadczą dzieje św. Piotra i pozostałych Apostołów w Jerozolimie, czy św. Pawła podczas jego misyjnych wypraw. Zawsze bowiem znajdowała się jakaś grupa ich rodaków, która uciekała się do przemocy lub usiłowała zamknąć im usta. Wyraźnie wskazuje na to męczeńska śmierć św. Szczepana, który na zakończenie swej długiej mowy oskarżał Żydów za to, że wprawdzie otrzymali oni Boże Prawo za pośrednictwem aniołów, lecz go nie przestrzegali (por. Dz 7, 53). Gdy na koniec ten mężny diakon, zgodnie z właśnie wtedy otrzymaną wizją o tryumfie Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, wyznał: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga”, „oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem, wyrzucili go poza miasto i kamienowali” (Dz 7, 56-58a).

Jednakże ani męczeńska śmierć św. Szczepana, ani też później samych Apostołów, jak i chrześcijan wszystkich czasów nie powstrzymały Kościoła od dawania pełnego świadectwa o Chrystusie. Po dzień dzisiejszy i aż po skończenie świata pozostanie ważna ta zasada, którą sformułowali Apostołowie wobec arcykapłana i całego Sanhedrynu: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi. (…) Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wywyższył Go na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni” (Dz 5, 29-32). Tę zasadę niejako uzupełniło wyznanie św. Pawła: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!” (1 Kor 9, 16c). Dlatego też od samego początku – mimo niekiedy okrutnych prześladowań – pośród chrześcijan panowało przekonanie o ostatecznym zwycięstwie ich wiary. Dobitnym tego wyrazem stały się słowa św. Jana z jego Pierwszego Listu: „Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?” (1 J 5, 4-5).

Głupstwo dla pogan

Szukającym mądrości poganom ukrzyżowany i zmartwychwstały Chrystus jawił się jako niedorzeczność i głupstwo. Święty Paweł boleśnie doświadczył tego, przemawiając na ateńskim Areopagu. Czekając na Sylasa i Tymoteusza, odkrywał atmosferę Aten, odnośnie do których autor Dziejów Apostolskich, św. Łukasz, nieco ironicznie zauważył: „Wszyscy Ateńczycy i mieszkający tam przybysze poświęcają czas jedynie albo mówieniu o czymś, albo wysłuchiwaniu czegoś nowego” (Dz 17, 21). Dlatego miejscowi filozofowie, zwłaszcza epikurejczycy i stoicy, potraktowali Pawła jako nowinkarza, który przynosi jakąś nową naukę. Poprosili go więc, aby ją im wyłożył na Areopagu. Tam Apostoł Narodów wygłosił wspaniale przygotowaną mowę. Nawiązując do ołtarza z napisem „Nieznanemu Bogu”, mówił o Bogu, który bynajmniej nie jest jakimś bożkiem, będącym wytworem rąk i myśli człowieka, na podobieństwo złota, srebra lub kamienia. Jest On bowiem Stwórcą i Panem nieba i ziemi, który do swego istnienia nie potrzebuje ani świątyń zbudowanych ludzką ręką, ani też jakiejkolwiek pomocy ze strony ludzi. To właśnie On jest zasadą wszelkiego istnienia, ponieważ „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28a). Ateńczycy słuchali tych słów z dużą dozą zainteresowania. Kiedy jednak Paweł zaczął im mówić o Człowieku, którego Bóg przeznaczył na to, aby odbył sprawiedliwy sąd nad całym światem, „po uwierzytelnieniu Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Go z martwych”, jedni ze słuchaczy zaczęli go wyśmiewać, inni natomiast, dbając o pozory grzeczności, „powiedzieli: «Posłuchamy cię o tym innym razem»” (por. Dz 17, 31-32). Wobec oczywistej porażki, Paweł opuścił Ateny i udał się do Koryntu.

Kiedy dotychczas w środowiskach żydowskich Paweł głosił prawdę o zmartwychwstaniu ciał, spotykał się, przynajmniej w ich części, ze zrozumieniem tego, o czym mówił. Szczególnym tego przykładem było zdarzenie, jakie miało miejsce w Jerozolimie. Znalazłszy się wobec Sanhedrynu, Paweł stwierdził: „«Jestem faryzeuszem, bracia, i synem faryzeuszów, a stoję przed sądem za to, że spodziewam się zmartwychwstania umarłych». Gdy to powiedział, powstał spór między faryzeuszami i saduceuszami i doszło do rozdwojenia wśród zebranych. Saduceusze bowiem mówią, że nie ma zmartwychwstania, ani anioła, ani ducha, a faryzeusze uznają jedno i drugie. Zrobiła się wielka wrzawa, zerwali się niektórzy z uczonych w Piśmie spośród faryzeuszów, wykrzykiwali wojowniczo: «Nie znajdujemy nic złego w tym człowieku. A jeśli naprawdę mówił do niego duch albo anioł?»” (Dz 23, 6b-9).

Jeśli więc faryzeusze gotowi byli bronić Pawła, gdy chodzi o prawdę o zmartwychwstaniu umarłych, to spotkanie z filozofami na ateńskim Areopagu uświadomiło mu, z jak wielkim trudem prawda ta może dotrzeć do umysłów pogańskich mędrców. Dla głoszących materializm epikurejczyków była ona wprost nie do przyjęcia. Twórca tego systemu, Epikur, zdecydowanie odrzucał bowiem istnienie jakiegokolwiek życia po śmierci. Zasłynął nawet jako autor błyskotliwego powiedzenia na jej temat, stwierdzając, że nie należy jej się obawiać, ponieważ „dopóki jesteśmy, nie ma śmierci, a gdy ona przychodzi, nie ma nas”.

Z kolei konkurujący z epikureizmem stoicyzm miał również charakter materialistyczny, jednakże pod wpływem niektórych poglądów Arystotelesa różnił się od prawd głoszonych przez Epikura i jego zwolenników. Przejawiało się to w poglądach stoików na temat duszy ludzkiej, która, według nich, nie jest wieczna, choć jest trwalsza od ciała. Ma bowiem charakter „pneumatyczny”, gdyż jest szczególnym „napięciem” i ruchem człowieka, zarówno w sensie fizycznym jak i psychicznym. W chwili śmierci pneuma zawarta w ciele człowieka „rozprasza się”, a jej fragmenty przenikają do innych fragmentów tak zwanej materii biernej. Z kolei sam świat ma charakter deterministyczny, ponieważ o jego ostatecznym celu decyduje wszechobecna pneuma. Ona sprawia, że dzieje świata mają charakter kołowy – świat zaczyna się od pożaru i do pożaru też zdąża. Zadaniem człowieka jako cząstki takiego świata jest życie zgodne z wszechświatem i jego prawami.

Tym materialistycznym poglądom przeciwstawiali się filozofowie nawiązujący do poglądów Platona i takich jego dialogów, jak: Fedon, Faidros czy Państwo. Według nich, nieśmiertelna dusza znajduje się w ciele, które stanowi dla tej duszy rodzaj więzienia. Dlatego też śmierć jawiła się im jako coś pozytywnego – jako rodzaj wyzwolenia duszy z cielesnych okowów. Z tymi poglądami wiązało się przekonanie o preegzystencji ludzkiej duszy i o jej ziemskim życiu jako rodzaju anamnezy, czyli przypominania sobie tego, co już przedtem poznała. Poglądy platoników były więc dość bliskie chrześcijaństwu, które głosiło nieśmiertelność ludzkiej duszy. Zdecydowanie jednak odbiegały od chrześcijańskiego nauczania, gdy chodziło o jej preegzystencję, a jeszcze bardziej – gdy chodziło o zmartwychwstanie ciał. Zmartwychwstanie Chrystusa, a następnie Jego Wniebowstąpienie było bowiem wyniesieniem i swoistym tryumfem duchowo-cielesnej natury człowieka, co z kolei było nie do przyjęcia dla zwolenników platonizmu, dla których ludzkie ciało jawiło się jako coś złego i godnego odrzucenia.

Stąd szyderczy śmiech, z jakim spotkał się Paweł na Areopagu w Atenach ze strony przedstawicieli głównych ówczesnych kierunków filozoficznych, dla których prawda o zmartwychwstaniu jawiła się – choć z różnych powodów – jako coś po prostu niedorzecznego.

W dziejach nowożytnych ten śmiech pojawił się z całą mocą na nowo w okresie Oświecenia. Wiązał się on najpierw z postaciami dwóch angielskich myślicieli Johna Tolanda (1670-1722) i Matthewa Tindala (1656–1733), do których idei nawiązywali następnie liczni przedstawiciele Oświecenia francuskiego i niemieckiego. Toland wzbudził rozgłos na skutek publikacji w 1696 roku dzieła Christianity Not Mysterious (Chrześcijaństwo bez tajemnic), natomiast Tindal zasłynął jako autor traktatu Christianity as Old as the Creation (Chrześcijaństwo tak stare jak stworzenie świata) z 1730 roku, który był nawet nazywany biblią deistów. W dziele tym Tindal podkreślał przede wszystkim istnienie Boga jako Stworzyciela świata i człowieka, natomiast zaniżał wagę Objawienia zawartego w Piśmie Świętym. Według niego, Bóg komunikuje się z człowiekiem przede wszystkim poprzez dzieło stworzenia Natomiast to, co objawiał On poprzez proroków, jest w swej istocie powtórzeniem tej wiedzy, jaką człowiek wysiłkiem własnego tylko rozumu może czerpać z refleksji nad stworzonym światem. Wprawdzie Tindal nie negował istnienia zła moralnego, ani też grzechu, uważał jednak, że dla ich przezwyciężenia wystarczają same tylko ludzkie siły. Dlatego człowiek nie potrzebuje ani łaski Bożej, ani też Odkupienia. W konsekwencji dzieło Jezusa Chrystusa, o którym mówią księgi Nowego Testamentu, należy sprowadzić jedynie do roli kogoś, kto pełni zadanie nauczyciela moralności, wzywającego do poprawy życia. W konsekwencji Jego śmierć i zmartwychwstanie nie mają żadnego zbawczego znaczenia.

Zarówno Toland, jak i Tindal przyczynili się do powstania bardzo popularnego w XVIII wieku deizmu. Głosił on wizję Boga jako nieosobowego Wielkiego Zegarmistrza, który skonstruowawszy machinę tego świata, puścił ją w ruch. Odtąd świat rządzony danymi przez Boga prawami działa dalej, nie potrzebując już więcej żadnego Zegarmistrza. Z kolei Zegarmistrz nie musi przejmować się wprawionym w ruch światem, który w swym działaniu jest całkowicie samodzielny. Między Bogiem, pojętym na obraz Zegarmistrza, a światem, rozumianym jako mechanizm, panuje zatem całkowita wzajemna obojętność. W konsekwencji taka koncepcja Boga podważa najważniejsze prawdy głoszone przez chrześcijaństwo: istnienie Trójcy Świętej, Wcielenia, Zbawienia i Odkupienia. Stoi zatem w wyraźnej opozycji do słów Chrystusa wypowiedzianych podczas nocnej rozmowy z Nikodemem, gdzie jest mowa o Bogu Ojcu, o Jego Jednorodzonym Synu, który stał się człowiekiem, i o Jego miłości do świata: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3 16-17).

Echa deizmu i wyrosłego na jego gruncie ateizmu pozostają wciąż żywe we współczesnej kulturze. Ciągle aktualne jest zatem kwestionowanie przez wielu prawdy o Chrystusowej śmierci i zmartwychwstaniu. Stale też wracają echa tego szyderczego śmiechu, który przed wiekami usłyszał Paweł na ateńskim Areopagu. Przejawem tego jest między innymi wypowiedź Bertranda Russela, określona przez Gabriela Marcela mianem „kosmicznego zwątpienia”, które nie daje człowiekowi żadnej nadziei na życie pośmiertne i na zbawienie. W Philosophical Essays Russela czytamy bowiem: „To, że człowiek jest produktem ślepych przyczyn, że jego początek, rozwój, nadzieje i obawy, umiłowania i wierzenia są jedynie rezultatem przypadkowo dobranych zbiorów atomów, że żaden zapał, żadne męstwo, żadne natężenie myśli i uczuć nie mogą przedłużyć życia jednostkowego poza grób, że całe poświęcenie, natchnienie, poryw ludzkości ku zenitowi skazane są na wygaśnięcie pośród ogólnej śmierci systemu społecznego i że cała świątynia ludzkich osiągnięć musi zostać nieuchronnie pogrzebana pod ruinami wszechświata – wszystko to, jeśli nie bezsporne, jest jednak tak zbliżone do pewności, że żadna filozofia, o ile ma przetrwać, nie może tego odrzucić”.

Moc i mądrość Boża

Intelektualna porażka Pawła na Areopagu ateńskim nie tylko uświadomiła mu radykalną odmienność głoszonej przez siebie prawdy o zmartwychwstaniu Chrystusa i powiązanej z nią prawdy o zmartwychwstaniu ciał od panujących wówczas na temat nieśmiertelności poglądów pogańskich. Wiedział również, że nie wystarczy samo tylko odcięcie się od mądrości mądrych, podobnie jak nie może zadowolić samo stwierdzenie o wyższości mądrości chrześcijańskiej nad mądrością tego świata. Nawiązując do proroka Izajasza: „Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę” (1 Kor 1, 19; Iz 29, 14), właśnie to stwierdzał w Pierwszym Liście do Koryntian: „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata? Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących” (1 Kor 1, 18. 20-21). Paweł przede wszystkim zdał sobie sprawę z tego, że mądrości mędrców tego świata, która szyderczo drwi z prawd religii chrześcijańskiej, musi najpierw – jako prawdziwy nauczyciel narodów – przeciwstawić rodzaj pozytywnego wykładu na temat powiązania zmartwychwstania Chrystusa ze zmartwychwstaniem ciał, by następnie ukazać rzeczywistą mądrość i moc tych, którzy uwierzyli w Ewangelię.

Takim pozytywnym wykładem, a nawet swoistym Pawłowym traktatem o zmartwychwstaniu, jest cały 15. rozdział jego Pierwszego Listu do Koryntian. Treściowo składa się on z czterech części. Pierwsza z nich mówi o zmartwychwstaniu Chrystusa jako o fakcie osobiście doświadczonym i poświadczonym najpierw przez św. Piotra, następnie przez pozostałych Apostołów, później przez rzeszę ponad pięciuset świadków równocześnie, na koniec przez samego św. Pawła, który określa siebie jako najmniejszego ze wszystkich Apostołów, niegodnego tego tytułu, ze względu na to, że kiedyś prześladował Kościół Boży (por. 1 Kor 15, 1-11).

Druga część 15. rozdziału (1 Kor 15, 12-34) poświęcona jest ukazaniu zmartwychwstania jako wydarzenia, które czeka wszystkich wiernych – i to według ściśle określonej kolejności: „Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć” (1 Kor 15, 23b-26). Z tym przepełnionym wiarą i nadzieją oczekiwaniem na zmartwychwstanie wiąże się dla chrześcijan konieczność prawego, przenikniętego także umartwieniami życia. Gdyby bowiem zmarli nie mieli zmartwychwstać, pozostawałoby ludziom już tylko jedno: czysto zmysłowe używanie życia, zgodnie z hasłem: „jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy” (1 Kor 15, 32c).

W trzeciej części tego rozdziału (1 Kor 15, 35-53) św. Paweł próbuje przybliżyć to, na czym zmartwychwstanie będzie w swej istocie polegać. Posługuje się przy tym przykładem ziarna, które musi najpierw obumrzeć, by następnie przybrać ostateczny, pełen życia kształt. Wskazuje więc na to, że nasze ziemskie ciało musi najpierw ulec prawom śmierci, aby następnie mogło przyjąć nową już postać: „Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne – powstaje chwalebne; sieje się słabe – powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe – powstaje ciało duchowe. Jeżeli jest ciało ziemskie, powstanie też ciało niebieskie” (1 Kor 15, 42-44). Dlatego też „jak nosiliśmy obraz ziemskiego [człowieka, czyli Adama], tak też nosić będziemy obraz [Człowieka] niebieskiego”, czyli zmartwychwstałego Chrystusa (1 Kor 15, 49). „Trzeba [bowiem], ażeby to, co zniszczalne, przyodziało się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodziało się w nieśmiertelność” (1 Kor 15, 53).

Całość tego „traktatu” św. Pawła – jako jego część czwarta – wieńczy uroczysty hymn o charakterze eschatologicznym, będący wyrazem niezachwianej nadziei chrześcijan w ich zwycięstwo nad śmiercią z Chrystusem, przez Chrystusa i w Chrystusie: „A kiedy już to, co zniszczalne, przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność, wtedy sprawdzą się słowa, które zostały napisane: Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień? Ościeniem zaś śmierci jest grzech, a siłą grzechu Prawo. Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa” (1 Kor 15, 54-57).

Z mądrością chrześcijan, którzy uwierzyli w prawdę o zmartwychwstaniu, wiąże się ich duchowa moc. Ona pozwala pokonywać trudności codziennego życia. Święty Paweł nie wahał się przy tym stawiać siebie jako wzór takiej właśnie postawy. „Zapewniam was, przez chlubę, jaką mam z was w Jezusie Chrystusie, Panu naszym, że każdego dnia umieram” (1 Kor 15, 31). W ten sposób wskazywał, że głosząc Ewangelię o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym nieustannie narażał się na prześladowania. Jednakże nie zrażał się i nie upadał na duchu wobec ewidentnych możliwości utraty życia, mając świadomość tego, że sam Bóg jest z nim (por. Rz 8, 31-34). Jakże przejmująco brzmią jego świadectwa zawarte między innymi w Drugim Liście do Koryntian: „Nie chciałbym bowiem, bracia, byście nie wiedzieli o udręce doznanej przez nas w Azji; jak do ostateczności i ponad siły byliśmy doświadczani, tak iż zwątpiliśmy, czy uda się nam wyjść cało z życiem. Lecz właśnie w samym sobie znaleźliśmy wyrok śmierci: aby nie ufać sobie samemu, lecz Bogu, który wskrzesza umarłych. On to wybawił nas od tak wielkiego niebezpieczeństwa śmierci i będzie wybawiał. Tak, mamy nadzieję w Nim, że nadal będzie nas wybawiał przy współudziale waszych za nas modlitw, aby w ten sposób wielu dzięki składało za dar dla wielu w nas złożony. (…) Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele” (2 Kor 1, 8-11; 4, 8-11).

Piętnasty rozdział Pierwszego Listu do Koryntian św. Paweł zakończył znamiennym napomnieniem: „Przeto, bracia moi najmilsi, bądźcie wytrwali i niezachwiani, zajęci zawsze ofiarnie dziełem Pańskim, pamiętając, że trud wasz nie pozostaje daremny w Panu” (1 Kor 15, 58). Pisząc to, miał zapewne na uwadze nie tylko chrześcijan, którym kilka lat wcześniej głosił w Koryncie prawdę o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, ale również całą swoją dotychczasową apostolską drogę, zapoczątkowaną wizją pod Damaszkiem, swoim upadkiem na ziemię i pytaniem, jakie usłyszał z głębi olśniewającej światłości z nieba: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?”. Odpowiedział wtedy pytaniem na pytanie: „Kto jesteś, Panie?” i usłyszał słowa, które całkowicie zmieniły jego dotychczasowe życie: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić»” (por. Dz 9, 4-6).

Dziewiętnaście wieków później historia św. Pawła doczekała się nieoczekiwanego echa. W lipcu 1924 roku, podczas balu w parku „Wenecja” w Łodzi Helenka Kowalska „nagle ujrzała Jezusa obok, Jezusa umęczonego, obnażonego z szat, okrytego całego ranami, który [jej] powiedział te słowa: «Dokąd cię cierpiał będę i dokąd Mnie zwodzić będziesz?»”. Jak zapisała w Dzienniczku, „w tej chwili umilkła wdzięczna muzyka, znikło sprzed oczu moich towarzystwo, w którym się znajdowałam, pozostał Jezus i ja. (…) Po chwili opuściłam potajemnie towarzystwo i siostrę, i udałam się do katedry św. Stanisława Kostki. (…) Padłam krzyżem przed Najświętszym Sakramentem i prosiłam Pana, aby mi raczył dać poznać, co mam czynić dalej. Wtem usłyszałam te słowa: «Jedź natychmiast do Warszawy, tam wstąpisz do klasztoru». Wstałam od modlitwy i przyszłam do domu, i załatwiłam rzeczy konieczne. Jak mogłam, zwierzyłam się siostrze z tego, co zaszło w duszy, i kazałam pożegnać rodziców, i tak w jednej sukni, bez niczego przyjechałam do Warszawy” (Dz, 9-10).

Odtąd jej życie było mistycznym przeżywaniem Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Wiosną 1933 roku przebywała w klasztorze w Warszawie. W okresie Wielkiego Postu w sposób szczególny przeżywała prawdę o Ukrzyżowanym. „Teraz, w tym Poście, często odczuwam mękę Pana Jezusa w ciele moim. Wszystko, co cierpiał Jezus, głęboko przeżywam w sercu moim, chociaż na zewnątrz niczym się nie zdradzają moje cierpienia” (Dz, 203). Natomiast w Wielkanoc tego roku, która przypadała na niedzielę 16 kwietnia, miała wizję Zmartwychwstałego Pana. „Dziś w czasie rezurekcji ujrzałam Pana Jezusa w wielkim blasku, który zbliżył się do mnie i rzekł: «Pokój wam, dzieci moje» i wzniósł rękę, i błogosławił. Rany rąk i nóg, i boku były niezatarte, ale jaśniejące. Kiedy się spojrzał na mnie z taką łaskawością i miłością, że dusza moja zatonęła cała w Nim i rzekł do mnie: «Wzięłaś wielki udział w męce mojej, dlatego daję ci ten wielki udział w chwale i radości Mojej». Cała rezurekcja wydała mi się jedną minutą. Dziwne skupienie ogarnęło moją duszę i trwało przez całe święta. Łaskawość Jezusa jest tak wielka, że to nie da się wypowiedzieć” (Dz, 205).

Następnego dnia, w Poniedziałek Wielkanocny, doświadczyła tego, jak prawda o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym istotowo łączy się z tajemnicą Bożego miłosierdzia. Usłyszała bowiem wtedy następujące słowa: „Córko Moja, patrz w przepaść miłosierdzia mojego i oddaj temu miłosierdziu mojemu cześć i chwałę, a uczyń to w ten sposób: zbierz wszystkich grzeszników z całego świata i zanurz ich w przepaści miłosierdzia mojego. Pragnę się udzielać duszom, dusz pragnę, córko Moja. W święto moje – w święto Miłosierdzia – będziesz przebiegać świat cały i sprowadzać będziesz dusze zemdlone do źródła miłosierdzia mojego. Ja je uleczę i wzmocnię” (Dz, 206).

© Wydawnictwo św. Stanisława BM w Krakowie